poniedziałek, 11 czerwca 2018

"To dobry moment"

Serdeczne podziękowania dla pani Izabeli H. (ach, to RODO...;-)) za majową darowiznę wpłaconą na Julcine subkonto w Fundacji Dzieciom "Zdążyć z Pomocą". Przekazaną kwotę dokładamy oczywiście do sierpniowego turnusu rehabilitacyjnego w Borach Tucholskich :-) 

Co u nas? Sporo się dzieje i właściwie wszystko na raz ;-) Wielkimi krokami zbliża się koniec roku szkolnego i wszelkie znaki na firmamencie, oraz pod stopami wskazują na to, że będą promocje do następnej klasy ;-)

Za plecami aktywny maj. Organizacyjnie  - powiem to nieskromnie - świetny III Bieg św. Goara. Bawiliśmy się na festynie i pobiegliśmy charytatywnie dla podopiecznych Gliwickiego Centrum Edukacyjno - Rehabilitacyjnego. Sam event poprzedzony miesiącami przygotowań, stworzony w gronie pozytywnie nakręconych i zakręconych ludzi, którzy robią to, bo po prostu chcą. Po godzinach pracy, społecznie. Bez politycznych ściółek pod czas przyszły niedokonany, bez ukrytych intencji. Ktoś mnie zapytał po biegu: "Hej, po co to robisz? Przecież nie musisz, Julki nie ma w ośrodku już dwa lata!" Fakt, nie muszę. Ale mogę. A jak mogę, to pomogę ;-) Nam - Julce - też ktoś kiedyś pomógł bezinteresownie. To taka forma długu nie do spłacenia, ale też nikt od nas nie wymaga jakiejkolwiek spłaty. To naturalna, wewnętrzna potrzeba. I niesamowita frajda ;-)
Oczywiście bez Przyjaciół, którzy wsparli na wielu polach, ta impreza byłaby bezbarwna i jednowymiarowa. Dzięki, że jesteście! ;-)
(fot. Gosia)

Zawitaliśmy też w Bieszczady zmierzyć się z trudnymi Rzeźnickimi szlakami i w wolnych chwilach pomoczyć nogi w Solince :-) Mnóstwo znajomych na biegowych ścieżkach (niektórzy dawno nie widziani ;-)), fantastyczna atmosfera Festiwalu i kilka cudownych dni z dala od szeroko pojętej cywilizacji. 

Ewa - dziękuję Ci za tegorocznego Rzeźnika ;-* To było fajne kilkanaście godzin wspólnego połykania kilometrów, rozmów, śmiechów, podziwiania widoków. Za nami trzy lata świetnej pracy zespołowej (kiedy to minęło?), budowania formy i wzmacniania głowy na wyzwania, które przed nami. A tych nie zabraknie ;-)

(fot. Marta)





 

ps. Mój wiatr nigdy nie wieje w dobrą stronę. Zawsze ustawiam się twarzą do niego. Wysusza niepokój w oczach. Nie usypia.  Sprawia, że widzę wszystko wyraźnie. Robi porządek z pochowanymi na strychu snami.  Zazwyczaj ;-)




czwartek, 5 kwietnia 2018

Biegamy - pomagamy! :-)

Gliwickie Centrum Edukacyjno - Rehabilitacyjne zostało w tym roku wyróżnione w plebiscycie Człowieka Ziemi Gliwickiej 2017!

Cytując kapitułę*: "To zespół lekarzy, fizjoterapeutów, psychologów, logopedów, pedagogów, terapeutów zajęciowych  i pielęgniarek, ludzi oddanych pracy i pełnych pasji. Przez ćwierć wieku wspólnie stworzyli unikatowy w skali kraju ośrodek, stawiając na uznane, nie tylko w Polsce, ale i na świecie, metody oraz tworząc własne, autorskie, programy. Dzieci z różnymi dysfunkcjami są w centrum ich świata, a największą nagrodą dla zespołu jest ich uśmiech. GCER uhonorowano za wieloletnie zaangażowanie w budowanie unikatowego systemu opieki nad dziećmi niepełnosprawnymi i ich rodzinami, stworzenie nowatorskich metod lecznictwa i rehabilitacji, społeczną intuicję i wrażliwość oraz kompleksowe podejście do istotnych problemów związanych z niepełnosprawnością."

Znamiennym jest fakt, że już w 2002 roku tytuł Gliwicjusza odebrała dr Ludwika Gadomska, która ćwierć wieku temu wchodziła w skład grona pomysłodawców i współzałożycieli gliwickiego Ośrodka. Tak historia zatacza koło, ale przecież się nie kończy, tylko wchodzi na nowe tory, niezapisane jeszcze karty...

Jedną z nich będzie w tym roku trzecia edycja Biegu św. Goara - charytatywnej imprezy organizowanej przez gliwicki GCER. Przygotowania do niej zaczęły się na jesieni, a na wielki finał musimy wszyscy poczekać do 19 maja :-) Szczegółowy program imprezy, oraz zapisy na stronie placówki :-)



Za nami również Bieg Kolorowej Skarpety - charytatywna impreza zorganizowana przez Fundację Arka Noego z Katowic, pod której skrzydłami mieści się Julcina szkoła.
Z okazji Światowego Dnia Zespołu Downa na całym świecie odbywały się przeróżne eventy, także biegi charytatywne, w tym nasz katowicki na symbolicznym odcinku 3,21 km ;-)

Pierwsza edycja przyciągnęła przede wszystkim przyjaciół, sympatyków i członków rodzin. Ludzi o wielkich sercach, których nie wystraszył siarczysty mróz, ani nie rozśmieszył lapidarny dystans ;-) Marysia, Viola z córkami, Agnieszka z ekipą Zabieganych Nauczycielek, Darek z żoną, Artur z Dziewczynami - dziękuję Wam za obecność ♥ 

Stawiam dolary przeciwko orzechom, że pomimo tegorocznej, bądź, co bądź kameralnej odsłony, kolejne przyciągną więcej fanów biegania w kolorowych skarpetkach ;-) Jestem także przekonany, że  odbędą się one w równie rodzinnej atmosferze, z tak samo uśmiechniętym biurem zawodów i analogicznie pysznym bufetem ;-) 
Najważniejsze i tak w tym wszystkim są... dzieci. Kto był, ten wie ile radości sprawiło im dekorowanie wszystkich zwycięzców. Bo tego mroźnego poranka każdy był zwycięzcą. Nawet ostatni zawodnik, zamykający bieg, powitany został jak mistrz świata. Mistrz małego, zamkniętego w oczach dziecka świata...

:-*

ps. zdjęcia z biegu Renata Ziaja i Lucyna Nenow/Polska Press

środa, 21 marca 2018

#WDSD18

Dziś przyszła wiosna. Kalendarz nie kłamie. Pełen wiary w astronomiczne wyliczenia i z nadzieją w sercu wyszedłem rano z domu,  odśnieżyłem samochód i wyruszyłem na poszukiwania wspomnianej... Pierwszą jaskółkę dostrzegłem jakąś godzinę jazdy od domu. Spojrzałem w dół i zorientowałem się, że gdy rano kompletowałem elementy garderoby,  kofeina w moich żyłach jeszcze nie zdążyła zadomowić się na dobre.  Ech, to wiosenne roztargnienie...
Druga i trzecia kawa w ciągu dnia nie zmieniły stanu rzeczy, a na dodatek zaczął siadać mi wzrok, bo zewsząd dochodziły mnie obrazy ludzi podobnie rozkojarzonych wiosenną aurą i tak samo niefrasobliwych w parowaniu skarpet...

;-))

Kochani - jesteście cudowni! Dziś,  przez cały dzień płynęły do nas kolorowe sygnały solidarności. Czy to poprzez media społecznościowe (te wszystkie dedykowane Julce wpisy ), czy w bezpośrednim kontakcie  - pokazaliście siłę i tę moc przekazaliście nam :-) Bardzo nas to zbudowało. Przez cały dzień czuliśmy Waszą fizyczną obecność :-) Dziękujemy, że byliście dziś z nami. Dziękujemy, że jesteście każdego dnia, nie tylko w Światowy Dzień Zespołu Downa :-)

Nie obchodzimy tego dnia jakoś szczególnie. Czasem jest pretekstem do spotkania się z dawno niewidzianymi znajomymi, czy przyjaciółmi. Przeważnie jednak mija niezauważony w kołowrotku codziennej pracy, nauki i rehabilitacji, tylko nieznacznie kołacząc z tyłu głowy nagłym szumem medialnym.

Pisałem już to kiedyś, ale powtórzę. My dzień zespołu Downa... mamy codziennie. Odkąd Jula zaczęła koncertować z zespołem przeszło jedenaście lat temu, każdy dzień jest pełen wyzwań. Niekończąca się trasa koncertowa. Stoimy pod sceną i mamy wejściówkę za kulisy. Bliżej się już nie da ;-)

Świadomość, że w duszach Wam gra taka sama muzyka jest bardzo budująca ;-*

ps. W ramach Światowego Dnia Zespołu Downa szkoła od Julki zorganizowała dedykowany bieg. Właściwie dwa biegi. O nich będzie kolejny wpis ;-)

 

niedziela, 18 lutego 2018

Step by step ;-)

Serdeczne podziękowania dla pani Magdaleny, pana Janusza i pana Marka za przekazane darowizny, które zasiliły Julcine subkonto w Fundacji Dzieciom "Zdążyć z Pomocą". Wpłacone pieniądze dołożymy do kwoty przeznaczonej na refundację wakacyjnego turnusu rehabilitacyjnego w Ośrodku "Neuron" w Borach Tucholskich :-)
Ferie zimowe (podobnie, jak okres wakacyjny) są dobrym czasem na realizację takiego czternastodniowego planu turnusowego, ponieważ ani Julka, ani Mama nie zaniedbują swoich obowiązków szkolnych. Nie inaczej było i tym razem ;-) Dziewczyny dzielnie ruszyły na północ, uzbrojone w dwutygodniowy zapas sił i cierpliwości, a Tata - z braku urlopu - został na Śląsku, pilnując, by mieszkanie zbytnio się nie wychłodziło i tylko okazjonalnie wyruszał w ukochane góry ;-)

Jako, że w czasie niepogody Mamy się nudzą, a ta za oknem w Borach Tucholskich nie rozpieszczała, przed Wami filmowy owoc kilku zimowych wieczorów ;-)

Panie i Panowie: Premiera! :-)


Bardzo dziękujemy wszystkim terapeutom, którzy prowadzili Julkę przez ostatnie dwa tygodnie w Małym Gacnie :-) Wracamy już w wakacje!

Podziękowania również wszystkim naszym Darczyńcom. To dzięki Wam i Waszym darowiznom, oraz przekazywanym co roku 1% podatku Jula może korzystać z takich turnusów. Ten zimowy - warte podkreślenia  - w całości został sfinansowany z środków zebranych na Julcinym subkoncie :-)

Z projektem tegorocznej 1% ulotki niektórzy z Was mogli się już spotkać, gdyż od jakiegoś czasu krąży nie tylko po Śląsku :-) 

Każdego, kto ma chęć i możliwość w imieniu Julki rozdysponować wśród przyjaciół taką prośbę , zapraszam do kontaktu osobistego, lub przez zakładkę na tym blogu. Trochę nam jeszcze ich zostało ;-)

ps. Zdjęcia wykorzystane w tegorocznych ulotkach pochodzą z marcowej sesji na Zamku Lubliniec i są autorstwa nieocenionej Czesi Włuki. To otwierające dzisiejszy post również :-*

sobota, 3 lutego 2018

Gambit gliwicki ;-)

Z Gliwicką Parkową Prowokacją Biegową związani jesteśmy od jej pierwszej edycji, tj. od stycznia 2014 roku.
Dla niewtajemniczonych - jest to cykliczna impreza sportowa, na której raz w miesiącu spotykają się biegacze i miłośnicy nordic walking, by powalczyć ze swoimi słabościami i współzawodnikami na trasie,  ale przede wszystkim "dać się sprowokować do walki z lenistwem". Impreza godna polecenia zarówno początkującym adeptom sportowych zmagań, jak i starym wyjadaczom, którzy na niejednej trasie kosztowali smak połykanych kilometrów.
Dla wtajemniczonych - absolutny must have w kalendarzu, okazja do spotkania znajomych i przyjaciół, oraz comiesięczna gwarancja pięknej pogody ;-)

Tegoroczne styczniowe zawody były wyjątkowe pod wieloma względami. 
Primo: padł rekord frekwencji - polanę odwiedziło prawie sześćset osób.
Secundo: wśród tego tłumu debiutowała ciocia Agnieszka, która jeszcze kilka miesięcy temu zarzekała się, że nigdy przenigdy, że bieganie to nie dla Niej, etc., etc. ... :-)
Tertio: rzeczona przywiozła ze sobą kilkuosobowy team, również zaczynający przygodę z gliwickim cyklem, oraz zabrała na trasę nieprzekonaną do biegania w terenie mamę Kasię, co zaowocowało u zabranej kolejnymi planami biegowymi ;-)
Quarto: cichym bohaterem tego dnia była... Julka, której to styczniowa odsłona zawodów była dedykowana :-)

Julka w towarzystwie siostry i taty pokonała samodzielnie jedno, ponad czterokilometrowe okrążenie. Naturalnie po obowiązkowym "zrobisz mi zdjęcie tato?" -  krótko po starcie - skończyło się bieganie i już do końca trasę pokonywaliśmy marszem. Zmotywować tego małego uparciucha do zrobienia następnego kroku, a potem jeszcze do kolejnego i kolejnego... to wyzwanie iście Heraklesowe. Nie obyło się bez próśb i gróźb ("Tato nie śpiewaj już. Już będę szła" ;-) ), ale jakoś udało się dotrzeć do końca. Niemal tradycją już staje się, że na ostatnich kilkudziesięciu metrach Julkę przejmuje Jej ojciec chrzestny, po czym "kropkę nad i" stawiamy już razem. Dzięki Irek, że zawsze  poświęcasz swoje cenne minuty z wyniku i dzielisz ze mną przyjemność obserwowania autentycznej radości, z jaką ten mały urwis przekracza linię mety :-)
Na finiszu czekało na Julkę owacyjne przyjęcie, mama i Piotrek Pacuła z niespodzianką ;-) Jeszcze raz bardzo dziękujemy ;-)

Podziękowania również Andrzejowi Szelce i całej ekipie AKMB Pędziwiatr Gliwice za zaakceptowanie pomysłu na event i bezinteresowną pomoc przy jego organizacji :-)

Ponadto ukłony w stronę Marysi, Agnieszki, Kasi, Zosi i Irka za start w "Julcinych" koszulkach - fajnie było być mijanym na trasie przez tak oznakowany team ;-)

Wdzięczność także za wszystkie słowa wsparcia i pozdrowienia  na trasie: od znajomych i nieznajomych kibiców Julcinej sprawy :-)

Dziękuję wszystkim, którzy przygarnęli Julciną ulotkę, widziałem, że niektórzy z was brali więcej - super, niech trafią w dobre ręce (jakby ktoś potrzebował, to jeszcze mamy) ;-)

Jasiowi za drożdżówki i Marcinowi za długopisy - pracować z Wami, to czysta przyjemność :-)

Na koniec - niemniej ważne - podziękowania dla wszystkich przyjaciół, którzy z różnych istotnych przyczyn nie mogli być tego dnia obecni w parku. Pomimo fizycznej absencji, czułem Wasze duchowe wsparcie ;-*

Ten wspólnie spędzony czas był dla mnie ogromnie ważny, ponieważ wpisywał się w założenie, jakie postawiłem przed sobą kilka lat temu. Oswajanie Julki z szeroko rozumianym  światem i tegoż świata z niepełnosprawnością, innością, odmiennością w ogóle. Integracja - słowo klucz do tego styczniowego przedpołudnia. Jestem przekonany, że obie strony skorzystały i będzie to długofalowa osmoza ;-)
 
ps. po zawodach zostało sporo drożdżówek  - nie zmarnowały się - zostały zawiezione dla dzieciaków z domu dziecka  w Knurowie :-)

wtorek, 30 stycznia 2018

Nobody's perfect ;-)

Za oknem noc spowija miasto, w pustym domu ciszą wybrzmiewa nieobecność wypoczywających na feriach dzieci, kubek ulubionej czarnej herbaty w zasięgu ręki - niechybne to znaki, że czas najwyższy siąść do klawiatury i ubrać w słowa rozbiegane myśli...
Ot, rąbek tajemnicy warsztatu uchylony (zwłaszcza herbata jest tu kluczowa ) ;-)

Kończy się kolejny pierwszy dzień reszty naszego życia. Jaki był? "Co darował, co wziął? Czy mnie wyniósł pod niebo, czy rzucił na dno?"  Czy mogę spojrzeć w lustro bez śladu cienia na twarzy, z poczuciem dobrze wykorzystanego danego mi dziś czasu? W sensie czysto ludzkim. Wiem, sporo pytań, nawet jak na styczniowy wieczór... 
Przyjdzie czas i na odpowiedzi.

Miniony weekend uświadomił mi, co tak naprawdę jest ważne w moim życiu. Wolność, miłość, przyjaźń. Dokładnie w tej kolejności. Pachnie banałem? Niech pachnie.

Wolność. To stan umysłu. To pot spływający cienką strużką po plecach. To ból rodzący się w nogach z każdym przebytym kilometrem. To "niebo do wynajęcia, niebo z widokiem na raj". Nawet jeśli czasem zajdzie mgłą i trzeba zawrócić spod szczytu, to nadal to samo niebo dające wolność.

Miłość. To przerażająca bezsilność dzielącej odległości. To kołatanie w głowie i troska o pewną rękę i bystre oko nomen omen niedzielnego kierowcy*. To zaskakujące odkrycie utwierdzenia się w pewności wyboru dokonanego dawno temu.

Przyjaźń. To wspólnie spędzony czas. To rozmowy zamknięte w ścianach szklanki i pod sufitem nieba. To brak kalkulacji i obserwacje "spod zamarzniętych powiek". To wreszcie akceptacja wad własnych wrodzonych i weto wobec nabytych.

Właściwie siadałem do posta z zamiarem napisania o czymś zupełnie innym, o weekendzie poprzedzającym moją w/w iluminację, ale wyszło jak zwykle - pod prąd. Obiecuję, że wrócę do tego w najbliższym czasie.

(fot. Jacek Kołodziej - dzięki Jacku za zielone światło :-) )

ps. A cienie czające się dziś w lustrze?  Owszem, były. Zawsze tam są. Mrok schowany głęboko pod powierzchnią lodowego błękitu. Nikt nie jest doskonały. Hmm...


*wszak podroż odbyła się w niedzielę, a kierowcą jesteś powiedzmy... poniedziałkowym ;-p

czwartek, 11 stycznia 2018

Mikropolaryzacja i inne trudne słowa ;-)

Witajcie w nowym roku ;-) 
Stymulujemy mowę u Julki. Prądem. 
Nie, nie - spokojnie ;-) To nie jest szalona wizja Wiktora Frankensteina, tylko metoda, której początki sięgają jeszcze lat siedemdziesiątych ubiegłego stulecia.
Za nami pierwszy cykl zabiegów mikropolaryzacji w katowickiej VojtaVicie. Julka znosi je całkiem nieźle, a nawet zaryzykowałbym stwierdzenie, że je lubi ;-)
Ciekawi jesteśmy efektów, ale na te będziemy musieli trochę poczekać, gdyż przed Julą jeszcze dwa cykle w ciągu najbliższych sześciu miesięcy. Pożyjemy - zobaczymy. Może nawet usłyszymy :-)

Dziś Julka skończyła 11 lat. Obudziliśmy Ją rano gromkim "sto lat!". Mama udzielała się wokalnie, a tata do śpiewu dołożył nieudolny akompaniament na gitarze, którą dostała w prezencie urodzinowym. Carlos Santana może się schować. Przynajmniej w Jej oczach 8-)
Nie jest to pierwsza gitara Julki. Męczyła nas o nią dobre pół roku, a nie należy do osób, które zachwycają się wszystkim i wszystko chcą mieć (vide Zosia). W grudniu Mikołaj "przyniósł" Jej kopię Ibaneza. Niestety skończyła żywot po dwóch (sic!) tygodniach. Zostały po niej zdjęcia, połamany gryf i nauczka, by nie siadać w fotelu bez uprzedniego sprawdzenia dostępności siedziska ;-)
Liczę, że dzisiejszym prezentem nacieszy się dłużej, a jeżeli nie - przeżyję - kalendarz pełen jest nadchodzących okazji: Walentynki, Dzień Kobiet, Wielkanoc, Dzień Dziecka, Dzień Wioślarza - wiecie o co chodzi ;-)
Najlepsze prezenty, to takie bez okazji, a Ona sama w sobie jest Okazją, więc why not? :-)

Czego można Jej życzyć? Przede wszystkim zdrowia. Jeśli ono dopisze, to na wszystko przyjdzie czas. Na elek­tro­sty­mu­la­cję prze­zczasz­ko­wą, która dzia­ła mo­du­lu­ją­co na pro­ce­sy sy­nap­tycz­ne i po­za­sy­nap­tycz­ne w za­kre­sie fi­zjo­lo­gicz­nych gra­nic i wspo­ma­ga na­tu­ral­ne spon­ta­nicz­nie prze­bie­ga­ją­ce pro­ce­sy nor­ma­li­za­cji aktywacyjnej również* :-)

Udanego roku dla Was Kochani i do "przeczytania" niebawem :-)


ps. Koniec roku pożegnaliśmy koncertowo, drugi rok z rzędu w Filharmonii Opolskiej. Okazją do tego był występ artystów ze Studio Accantus, których obserwujemy od kilku już lat na YouTube. Muzyka na żywo w wykonaniu Orkiestry Symfonicznej Filharmonii Opolskiej pod batutą Przemysława Neumanna - ciary. Zobaczyć i usłyszeć ulubieńców z perspektywy pierwszego rzędu - bezcenne.  
Za wszytko inne zapłaciliśmy kartą wiadomej spółki bankowej ;-p
;-)

*stąd