wtorek, 30 stycznia 2018

Nobody's perfect ;-)

Za oknem noc spowija miasto, w pustym domu ciszą wybrzmiewa nieobecność wypoczywających na feriach dzieci, kubek ulubionej czarnej herbaty w zasięgu ręki - niechybne to znaki, że czas najwyższy siąść do klawiatury i ubrać w słowa rozbiegane myśli...
Ot, rąbek tajemnicy warsztatu uchylony (zwłaszcza herbata jest tu kluczowa ) ;-)

Kończy się kolejny pierwszy dzień reszty naszego życia. Jaki był? "Co darował, co wziął? Czy mnie wyniósł pod niebo, czy rzucił na dno?"  Czy mogę spojrzeć w lustro bez śladu cienia na twarzy, z poczuciem dobrze wykorzystanego danego mi dziś czasu? W sensie czysto ludzkim. Wiem, sporo pytań, nawet jak na styczniowy wieczór... 
Przyjdzie czas i na odpowiedzi.

Miniony weekend uświadomił mi, co tak naprawdę jest ważne w moim życiu. Wolność, miłość, przyjaźń. Dokładnie w tej kolejności. Pachnie banałem? Niech pachnie.

Wolność. To stan umysłu. To pot spływający cienką strużką po plecach. To ból rodzący się w nogach z każdym przebytym kilometrem. To "niebo do wynajęcia, niebo z widokiem na raj". Nawet jeśli czasem zajdzie mgłą i trzeba zawrócić spod szczytu, to nadal to samo niebo dające wolność.

Miłość. To przerażająca bezsilność dzielącej odległości. To kołatanie w głowie i troska o pewną rękę i bystre oko nomen omen niedzielnego kierowcy*. To zaskakujące odkrycie utwierdzenia się w pewności wyboru dokonanego dawno temu.

Przyjaźń. To wspólnie spędzony czas. To rozmowy zamknięte w ścianach szklanki i pod sufitem nieba. To brak kalkulacji i obserwacje "spod zamarzniętych powiek". To wreszcie akceptacja wad własnych wrodzonych i weto wobec nabytych.

Właściwie siadałem do posta z zamiarem napisania o czymś zupełnie innym, o weekendzie poprzedzającym moją w/w iluminację, ale wyszło jak zwykle - pod prąd. Obiecuję, że wrócę do tego w najbliższym czasie.

(fot. Jacek Kołodziej - dzięki Jacku za zielone światło :-) )

ps. A cienie czające się dziś w lustrze?  Owszem, były. Zawsze tam są. Mrok schowany głęboko pod powierzchnią lodowego błękitu. Nikt nie jest doskonały. Hmm...


*wszak podroż odbyła się w niedzielę, a kierowcą jesteś powiedzmy... poniedziałkowym ;-p

czwartek, 11 stycznia 2018

Mikropolaryzacja i inne trudne słowa ;-)

Witajcie w nowym roku ;-) 
Stymulujemy mowę u Julki. Prądem. 
Nie, nie - spokojnie ;-) To nie jest szalona wizja Wiktora Frankensteina, tylko metoda, której początki sięgają jeszcze lat siedemdziesiątych ubiegłego stulecia.
Za nami pierwszy cykl zabiegów mikropolaryzacji w katowickiej VojtaVicie. Julka znosi je całkiem nieźle, a nawet zaryzykowałbym stwierdzenie, że je lubi ;-)
Ciekawi jesteśmy efektów, ale na te będziemy musieli trochę poczekać, gdyż przed Julą jeszcze dwa cykle w ciągu najbliższych sześciu miesięcy. Pożyjemy - zobaczymy. Może nawet usłyszymy :-)

Dziś Julka skończyła 11 lat. Obudziliśmy Ją rano gromkim "sto lat!". Mama udzielała się wokalnie, a tata do śpiewu dołożył nieudolny akompaniament na gitarze, którą dostała w prezencie urodzinowym. Carlos Santana może się schować. Przynajmniej w Jej oczach 8-)
Nie jest to pierwsza gitara Julki. Męczyła nas o nią dobre pół roku, a nie należy do osób, które zachwycają się wszystkim i wszystko chcą mieć (vide Zosia). W grudniu Mikołaj "przyniósł" Jej kopię Ibaneza. Niestety skończyła żywot po dwóch (sic!) tygodniach. Zostały po niej zdjęcia, połamany gryf i nauczka, by nie siadać w fotelu bez uprzedniego sprawdzenia dostępności siedziska ;-)
Liczę, że dzisiejszym prezentem nacieszy się dłużej, a jeżeli nie - przeżyję - kalendarz pełen jest nadchodzących okazji: Walentynki, Dzień Kobiet, Wielkanoc, Dzień Dziecka, Dzień Wioślarza - wiecie o co chodzi ;-)
Najlepsze prezenty, to takie bez okazji, a Ona sama w sobie jest Okazją, więc why not? :-)

Czego można Jej życzyć? Przede wszystkim zdrowia. Jeśli ono dopisze, to na wszystko przyjdzie czas. Na elek­tro­sty­mu­la­cję prze­zczasz­ko­wą, która dzia­ła mo­du­lu­ją­co na pro­ce­sy sy­nap­tycz­ne i po­za­sy­nap­tycz­ne w za­kre­sie fi­zjo­lo­gicz­nych gra­nic i wspo­ma­ga na­tu­ral­ne spon­ta­nicz­nie prze­bie­ga­ją­ce pro­ce­sy nor­ma­li­za­cji aktywacyjnej również* :-)

Udanego roku dla Was Kochani i do "przeczytania" niebawem :-)


ps. Koniec roku pożegnaliśmy koncertowo, drugi rok z rzędu w Filharmonii Opolskiej. Okazją do tego był występ artystów ze Studio Accantus, których obserwujemy od kilku już lat na YouTube. Muzyka na żywo w wykonaniu Orkiestry Symfonicznej Filharmonii Opolskiej pod batutą Przemysława Neumanna - ciary. Zobaczyć i usłyszeć ulubieńców z perspektywy pierwszego rzędu - bezcenne.  
Za wszytko inne zapłaciliśmy kartą wiadomej spółki bankowej ;-p
;-)

*stąd