piątek, 23 listopada 2012

Zaczarowane miejsce - subiektywnie.

Wczoraj mieliśmy przyjemność uczestniczyć w obchodach dwudziestej rocznicy powstania Gliwickiego Ośrodka Adaptacyjno – Rehabilitacyjnego, w strukturach którego znajduje się przedszkole naszej Juli. Na przestrzeni lat Ośrodek działał pod różnymi nazwami, ewoluował, rozrastał się, poszerzał zakres działań, ale zawsze ludziom pracującym tam przyświecał jeden cel - pomagać. Pomagać dzieciom i młodzieży niepełnosprawnej, ale co równie ważne - rodzicom. Nasza symbioza z Ośrodkiem trwa już prawie sześć lat i na przestrzeni tego czasu, jako rodzice dziecka niepełnosprawnego, również przeszliśmy ewolucję. Mieliśmy to szczęście, że szpital, w którym Jula przyszła na świat, wyprawił nas do domu z długą listą specjalistów jakich powinniśmy odwiedzić. Jednym z punktów na liście była wizyta u neurologa i to On skierował nas do Ośrodka, o istnieniu którego nie mieliśmy wcześniej bladego pojęcia. Na początku był dla nas miejscem, gdzie znaleźliśmy pomoc dla Julci - medyczną w szeroko rozumianym pojęciu, rehabilitacyjną, również prawną. Pierwsze półtora roku to był istny kołowrotek. Rehabilitacja, neurologopeda, psycholog, niezależnie pediatra, szczepienia, etc.  Później doszedł aspekt edukacyjny. W Ośrodku otwierała się grupa Maluchów i dostaliśmy propozycję, by Jula dołączyła do niej. Dla nas było to jak wygrana na loterii - pozwoliło złapać oddech i nabrać sił do zmagania się z codziennością. Jula szybko zaklimatyzowała się w przedszkolu, a my wiedzieliśmy, że przez te kilka godzin jest w dobrych rękach, i że na miejscu ma pełen wachlarz potrzebnych Jej zajęć. Dziś, po tych kilku latach wiemy, że Jula rozwija się tak dobrze, m.in. dzięki temu, że w naszym mieście jest takie zaczarowane miejsce. Mamy kontakt z rodzicami  niepełnosprawnych dzieci z innych miast z całej Polski (poprzez Zakatek 21) i dochodzą do nas sygnały o potrzebie stworzenia takich ośrodków. Pole do popisu dla tamtejszych lokalnych władz, lub (tak jak u nas) dla ludzi z wizją.
Obchody poprzedziła uroczysta msza w gliwickiej katedrze, na której Jula z Zosią dały się poznać szerszemu gronu z tylnych ław, jako osóbki nad wyraz żywe, chodzące własnymi ścieżkami, a Tata wystąpił w roli próbującego zapanować nad dwoma żywiołami ;-) To właśnie z kazania zaczerpnięty jest tytuł powyższego posta. Po mszy udaliśmy się do pobliskiego Centrum Edukacyjnego, gdzie została przedstawiona historia powstania GCER-u, a w ramach prezentacji artystycznych wystąpili wychowankowie Ośrodka. Punktem kulminacyjnym okazała się aukcja autorskich fotografii, efektu dwóch podróży do Islandii dr Anny Franek, z których dochód został przeznaczony na cele statutowe gliwickiego SKPON- u. W aukcje skutecznie włączyły się zaproszone władze samorządowe i kościelne, ale i nam udało się wylicytować piękną fotografię zorzy polarnej, na którą jednak będziemy musieli poczekać do końca wystawy, tj. do 20 grudnia. Nie omieszkamy podzielić się nią z Wami jeszcze przed świętami :-)
Na koniec chciałem zostawić Was z wierszem pana Jerzego Sikorskiego. Wierszem zaprezentowanym podczas obchodów. Wymowny tytuł, wymowne przesłanie.
_______
"Dziwne dziecko"
Łzy wciąż cieknące
Nie dają mi spojrzeć w słońce
Jestem tak małym stworzeniem
Lecz nie dam się zmiażdżyć spojrzeniem.
To co że nie rozumiem
I tak niewiele umiem
Jestem, gdyż ktoś rzekł…”Kocham”!
I ja, dziś tym słowem oddycham.
_______
Ps. ...

poniedziałek, 5 listopada 2012

1% - dziękujemy!

Kochani!
Tak jak zapowiadałem wcześniej przyszła pora na podsumowanie szeroko zakrojonej akcji pozyskiwania Waszych serc :-)
Gorąco dziękujemy Pani Agnieszce i Markowi z Białogardu, oraz Pani Stanisławie z Otmuchowa za darowizny wpłacone na rehabilitację Julci!
Gdy w maju dziękowałem Wszystkim, którzy zechcieli przekazać 1% swojego podatku na Julcine subkonto założone w Fundacji Dzieciom "Zdążyć z Pomocą", jeszcze nie wiedziałem, że będzie Was tak dużo! :-)
W większości identyfikujemy Was tylko po Urzędach Skarbowych, w których rozliczaliście swoje PIT-y , nielicznym, którzy nie pozostali anonimowi - podziękowałem już osobiście :-)
Dzięki rodzinie, znajomym, przyjaciołom, ludziom wielkiego serca (również tym nieznajomym), Julcine ulotki trafiły w każdy możliwy zakamarek Polski.
Wsparły nas osoby z Lublińca, Wolsztyna, Kędzierzyna Koźla, Pruszcza Gdańskiego, Gliwic, Mikołowa, Stargardu Szczecińskiego, Szczytna, Mysłowic, Częstochowy, Węgrowa, Zgierza, Świecia, Bydgoszczy, Zabrza, Tarnowskich Gór, Rybnika, Katowic, Olesna, Kluczborka, Garwolina, Limanowej, Krakowa, Łodzi, Ostrzeszowa, Rudy Śląskiej, Zielonej Góry, Jaworzna, Pruszkowa, Wadowic, Olsztyna, Dąbrowy Górniczej, Lęborka, Żor, Białogardu, Chorzowa, Będzina, Tczewa, Kołobrzegu, Kościana, Wrocławia, Warszawy, Nowego Sącza, Tychów i Torunia.
(Ostrzegałem, że jest Was dużo ;-) )
Lista nie jest jeszcze zamknięta, gdyż pieniądze cały czas są jeszcze księgowane przez Fundację.
Szczególne podziękowania dla dobrych duchów z Lublińca, Krakowa i Gliwic - wiecie za co :-)
 
Ps. Wiecej zdjęć możecie znaleźć na stronie przedszkola , do którego uczęszcza Julcia. Ten najmniejszy szkrab na drugim zdjeciu, to właśnie nasz skarb :-)