niedziela, 7 lipca 2013

Dogoterapia

Przyszedł czas na obiecaną relację z kynoterapii podczas pobytu w Małym Gacnie.
Na początek przedstawię naszych psich terapeutów - podopiecznych nieocenionego pana Tomka:
Od lewej mamy Fawora, Śnieżkę i Tajgera.  Każdy z psów miał inny temperament i potrafił inne sztuczki, ale Julka najbardziej polubiła tę z turlaniem.
Śnieżka to wielki pieszczoch, uwielbia być głaskana i ma spokojne usposobienie. Jula bardzo lubiła czesanie Śnieżki i masowanie gołymi stópkami gęstego futra:
 
 
Jej drugą ulubioną sztuczką (po turlaniu oczywiście) było "proś Śnieżka" i wychodziło jej to naprawdę nieźle - pan Tomek nawet nie musiał powtarzać po Julce komendy - nasz urwis mówił ją na tyle wyraźnie, Śnieżka wiedziała, co ma robić. A Julcia była bardzo dumna, że sztuczkę udaje się jej wykonać samodzielnie...

Fawor był bardziej skłonny do figlowania i potrafił inne sztuczki. Dzięki jego krótkiej sierści Jula mogła doświadczyć innych bodźców dotykowych niż przy Śnieżce. Fawor potrafił skakać przez obręcz. Julka przy każdym skoku była tak zachwycona, jakby to był ten pierwszy. Nie bez znaczenia był fakt, że to ona trzymała obręcz - ważna fucha ;)
 
Skakać potrafi też Tajger:
 
 
 

Fawor jako jedyny potrafi odbijać piłkę nosem. Dzięki tym ćwiczeniom Jula ćwiczyła np. liczenie.

Tajger też potrafi odbijać piłkę, ale niestety próbuje też natychmiast ją zjeść... :)
No właśnie Tajger jest najmłodszym terapeutą o najżywszym temperamencie. Pełen energii do biegania za piłką i wyścigów na trawie. Julka tak bardzo lubiła rzucać mu piłkę z okrzykiem "aport", że trzeba było przed nią chować wszystkie :)

Dzięki zabawom z psami Julcia walczyła też ze swoją nadwrażliwością na niektóre rodzaje bodźców. Naszym wielkim sukcesem jest to, że pozwoliła się polizać. Na początku starannie unikała kontaktu z psim językiem, a co ciekawe - mokra, obśliniona piłka zupełnie jej nie przeszkadzała ;) Przy pierwszym polizaniu było dużo chichotów i okrzyków "łaskocze": 

Później już sama prosiła "Jeszcze tu i tu!". Bardzo fajnie patrzyło się z boku, jak przełamuje swoje kolejne bariery.
Na koniec jeszcze kilka fotek pokazujących Julkową radość z obcowania z tymi wspaniałymi czworonożnymi terapeutami:
 
 
 
 
Jeszcze raz dziękujemy panu Tomkowi i jego podopiecznym za wspaniałe zajęcia. Już nie możemy się doczekać następnego razu :)


poniedziałek, 1 lipca 2013

Wakacje, znowu są wakacje...

Jula dostała promocję do "następnej klasy" :-) W trzydziestokilku stopniowym skwarze, ale z wyśmienitymi humorami, pożegnaliśmy mijający rok szkolny. Dzieci wystąpiły dla rodziców, rodzice wystąpili dla dzieci (i kadry), a potem wszyscy udali się na przedszkolny ogród, by fetować zakończenie roku na corocznym festynie rodzinnym. Chyba najbardziej niesamowite były bańki mydlane, chociaż innym atrakcji rzecz jasna nie brakowało. Przepyszne ciasta, grillowane kiełbaski z doskonałym chlebem, wata cukrowa, zawody sprawnościowe dla rodziców, warsztaty manualne dla milusińskich, basen z kulkami, licytacja prac, świetna muzyka, ale co najważniejsze prawdziwa, rodzinna atmosfera :-)
 
Festyn opuściliśmy praktycznie jako ostatni, ale było naprawdę tak sympatycznie, że się nie chciało wracać:-)
Zaczęły się wakacje. Dziewczynki z dziadkami już łapią jod w ukochanym Kołobrzegu, mama dojeżdża za kilka dni, a tata dopiero za kilkanaście.
 
Nie dalej jak wczoraj rano (tj. dzień po wyjechaniu Juli i Zosi), doszliśmy z żoną do wspólnego wniosku:
 - "Fajnie jest tak poleżeć sobie w łóżku, gdy nikt po Tobie nie skacze...ale, brakuje mi Ich..."
 - "Tak, ja też tęsknię..."
 
Pozdrawiamy wakacyjnie :-)
 
Ps. Zdjęcie dzięki uprzejmości pani Zientek.