wtorek, 30 czerwca 2015

Między wierszami

Czerwiec. Miesiąc chabrów, maków, słońca i truskawek. Koniec roku szkolnego. Czas wyzwań. Czas pożegnań. My jeszcze się nie żegnamy.  Decyzją, która była wypadkową ocen kadry przedszkolnej, Miejskiej Poradni Psychologiczno - Pedagogicznej, oraz naszej  - Jula kolejny rok szkolny spędzi w murach tej samej placówki. Przed nami kilka miesięcy pozornego spokoju. Dostaliśmy cenny czas na wybranie odpowiedniej szkoły, która spełni Julcine i nasze oczekiwania. 

Gdy patrzę na to zdjęcie nachodzi mnie refleksja. Żyjemy sobie tak, czy inaczej. Raz lepiej, raz gorzej. Podejmujemy różne decyzje. Czasem spotykamy na swej drodze Kogoś wyjątkowego i robimy mu miejsce w swoim życiu. Potem - z różnych przyczyn - rozchodzimy się po świecie, zmieniamy środowisko, idziemy dalej, ale Ci, którzy byli kiedyś dla nas ważni, zostają w naszych sercach na zawsze. Dziewczyny ze zdjęcia uczą i wychowują Julę od kilku lat. Praktycznie stała ekipa. Monika prowadzi Ją od samego początku - pogubiłem się już w rachunkach. Wyjątkowa osoba. 
Wierzę, że w Julcinym sercu znajdą szczególne miejsce. Jasne, przyjdą nowe wyzwania, nowe znajomości. Nowi dobrzy ludzie, warci tego, by pójść  z pamięcią o Nich dalej przez życie. "Serce pojemne jak przedwojenna wanna". Jeżeli ma je po Tacie, to tak będzie na pewno ;- )

Ps. Za nami również spotkanie z Miejskim Zespołem d/s Orzekania o Niepełnosprawności. Właściwie niewiele się zmieniło. Po kilku latach doszedł nam dodatkowy symbol w orzeczeniu. Poza 11-I (inne: w naszym przypadku endokrynologiczne), pojawił się 01-U (upośledzenie umysłowe). Nie przyznano nam karty parkingowej, bo i po co. Jula samodzielnie chodzi, biega, jeździ na hulajnodze, a w te wakacje być może posadzę Ją na rower. Generalnie miałem pozytywne odczucia po spotkaniu z komisją. Sympatyczne kobiety, bardzo zdziwione moją szczerością i nie mydleniem oczu. Juli chyba też się podobało, bo nie chciała wyjść z gabinetu ;- ) Za trzy lata widzimy się znowu :- )



poniedziałek, 1 czerwca 2015

Łatwa matematyka

Serdeczne podziękowania dla pani Renaty i Piotra Kowalczyk z Krakowa, pani Krystyny Kostki (mimo usilnych starań nie udało mi się Pani zlokalizować), oraz dla Karoliny, Kingi i Marka z Night Runners Gliwice. Wpłacone przez Was darowizny zasiliły już specjalne Julcine subkonto w Fundacji Dzieciom "Zdążyć z Pomocą", a my - tak jak zawsze - wykorzystamy je na turnus rehabilitacyjny :- )

Jakiś czas temu wymyśliłem sobie, że za każdym razem, gdy będziemy odwiedzać Dziadków, drogę na dziewiąte piętro pokonamy po schodach. Nie obyło się rzecz jasna bez buntów ;- ) Idąc, czasem liczymy stopnie, czasem odczytujemy cyfry na kolejnych piętrach, innym razem "zgadujemy", która cyfra będzie następna. Nauka poprzez zabawę. No i rehabilitacja ruchowa przy okazji ;- )
Piszę o tym, nie bez powodu. W ostatnią sobotę, tak jak to zapowiadałem na początku roku, Julcia wzięła udział w zawodach Gliwickiej Parkowej Prowokacji Biegowej. Z własnym numerem startowym, ze śpiewem na ustach, godnie reprezentując zakątkowe barwy, ruszyła na trasę... na plecach taty ;- )

(fot. Andrzej Szelka)
Regulamin, co prawda, nie przewiduje dyscypliny "ram -  sheep -  croos" i jedynymi zwierzętami dozwolonymi na trasie są psy, ale Organizatorzy przymknęli na to oko, a nawet sklasyfikowali Julcię z Jej własnym czasem ;- ) Tak naprawdę chodziło tu o wspólne spędzenie czasu, świetną zabawę i integrację ze zdrowymi rówieśnikami. No i w końcu mogłem pochwalić się moją Julcią (Zosia dała się poznać na grudniowej odsłonie)! :- )
Co ja miałem? Ach, tak! Królowa nauk :- )
Biegniemy sobie ostrożnie, mijamy tabliczki z oznaczeniem poszczególnych kilometrów. Pierwszą: Jula, jaka to cyfra? Jeden! Dobrze! Za czas jakiś: Jula, a ta? Co to za cyfra? Julka śpiewająco: Dwa, dwa, dwa, dwa... Zbliżamy się do trzeciej. Tą również określa bezbłędnie, ale przy kolejnej zaczynają się "schody". Na tabliczce widnieje cyfra dziesięć, z oznaczeniem dla trzeciego okrążenia. Pytam Juli: A ta? Jak cyfra jest na tej tabliczce? Po chwili konsternacji: Dziesięć! Ale powinno być cztery!
Komentarz chyba jest zbędny?  :- ) 
Cieszą mnie takie Jej małe sukcesy. To, co Zosi przychodzi z marszu (tak, że czasem nawet tego nie zauważamy, bo jest to dla nas i dla Niej czymś naturalnym), dla Julki jest zdobywaniem szczytów. A może tylko mnie się tak wydaje? Może tylko w moich oczach Jula zdobywa Mount Everest, natomiast dla Niej -  jest to tylko Hrobacza Łąka? Tylko Ona to wie. 
Pozdrawiam czerwcowo :- )