niedziela, 15 września 2019

Schyłek lata

Zimno dziś. Jesień na dobre rozgościła się za oknem. Jeszcze przez chwilę mamić będzie złotymi barwami, a potem bez ostrzeżenia otworzy kurek z niebieskiego kranu i przykręci słoneczne kaloryfery. Przeprosimy się z zagubioną na dnie szuflady apaszką, z zapomnianych kątów garderoby wyciągniemy parasol i kalosze, a w ulubionym kubku stałą rezydenturę obierze czarna herbata. Z imbirem.
Koniec lata, to dobry moment na podsumowanie wakacji. Te, wyjątkowo długie w tym roku, stworzyły szereg możliwości na zdobycie nowych doświadczeń poza domem i nieingerowanie w rozwój kurzowych kolektywów we wspomnianym. Pora jednak na powakacyjne porządki. Także na tym blogu.
Jak wygląda bilans wakacyjnej laby? Przekrojowo. Zaczęło się od gór. Ukochanych. Z przyjaciółmi. Potem letnie kolonie - pierwsze samodzielne. W górach. Następnie morza szum, ptaków śpiew z Dziadkami. I znów góry. I jeszcze więcej gór, a równocześnie ciche bory i lasy szumiące. Miejska dżungla u południowego sąsiada i wsi spokojna, wsi wesoła na północy. A na koniec jeszcze raz góry, ale trochę większe.

To było ciepłe lato, choć czasem padało. Wspomnienia wakacyjnych wojaży pozwolą przetrwać nadchodzącą pluchę. Kawałek słońca zamknięty w fotoplastykonie pamięci. Musi wystarczyć.

niedziela, 16 czerwca 2019

Szara eminencja

Za nami czwarta odsłona majowego Biegu Charytatywnego św. Goara. Przygotowania do niej ruszyły już we wrześniu ubiegłego roku i właściwie w różnym natężeniu trwały aż do "godziny zero" (dacie wiarę, że na ostatnim objeździe trasy, dosłownie na chwilę przed strzałem startera nakryłem dwóch młodocianych dowcipnisiów, którzy poobracali mi strzałki i poprzestawiali taśmy?!) ;-) 
Tak naprawdę z trybów przygotowawczych nie wychodzi się praktycznie wcale. Dopiero co ostygły ścieżki po lawinie zawodników, a już przemierzaliśmy je na nowo, wytyczając trasę przyszłorocznej edycji (będziecie Państwo zadowoleni... ;-)).
 (fot.Marta)
Wracając do meritum.
Jest olbrzymia rzesza ludzi, bez których ten bieg by się nie odbył. Sponsorzy, patroni, sympatycy Ośrodka. Oficjalne podziękowania popłynęły już szerokim strumieniem zarówno w mediach społecznościowych, jak i na stronie internetowej. Niniejszy wpis ma charakter prywatny (jak wszystko na tym blogu) i w tym miejscu - zupełnie subiektywnie - kieruję słowa uznania dla ludzi, których udało mi się przekonać do tego projektu. Nieocenionemu zapleczu technicznemu, szarej eminencji tych zawodów, przyjaciołom, dzięki którym kolejny rok zamykamy sukcesem i patrzymy jasnym wzrokiem w stronę przyszłego.

Nie po kolei zatem:
Marysi - za niejednokrotne wspólne przemierzanie trasy i wytyczenie jej optymalnego wariantu ;-*
Marysi, Erwinowi, Mieciowi i Ali - za znakowanie powyższej i posprzątanie polany po zawodach :-)
Wojtkowi - za podium, tyczki i nietuzinkowe w dzisiejszych czasach podejście do sprawy ;-)
Madzi i Jasiowi - za pieczywo, słodkie co nieco dla zawodników, wsparcie od pierwszej edycji :-)
Kasi, Darkowi i Wojtkowi - za zabawki i gadżety dla dzieciaków i zakulisową obecność w projekcie od zawsze ;-)
Mirkowi -  za kultowe żółte taśmy i "błogosławieństwo" ;-)
Marcie z Witkiem, Agnieszce z Tomkiem, Januszowi, Bartkowi - za fenomenalną obsługę foto, wskazówki i bezinteresowną pomoc :-)
Piotrkowi - za wsparcie sponsorskie i wiarę w sukces tegorocznej edycji ;-)
Mariuszowi i Sekcji Biegowej Familia - za porządki w lesie i czuwanie w "blokach startowych" ;-)
Marcie z dziećmi - za obstawienie trasy i kapitalny doping ;-)
Violi - za szczekaczkę, szybką reakcję i otwarte serce ;-)
Beatce i Waldkowi - za zaopatrzenie dodatkowego punktu wodnego i kolejny rok z nami :-)
Eli i Darkowi za wór długopisów - trafiły już w odpowiednie ręce - dziękujemy ;-) 
Obsadzie trasy, na ścieżkach i w lesie, rehabilitantom, chłopakom z Chatki Skalanka - dobra robota :-)
Ekipie NR, Mustangom, oraz innym rodzimym grupom sportowym i zawodnikom niezrzeszonym - za fantastyczną atmosferę biegowego święta, obecność i wsparcie :-)

(fot. Aga)
(fot. Marta)
Przyjaciołom z Compañeros - dobrze Was mieć przy sobie. Biegowo, poza biegowo i po zabiegowo też, zwłaszcza po zabiegu na otwartym sercu :-)

Dziewczynom ze sztabu organizacyjnego - bez Was nic, z Wami wszystko! 

Siła! Masa! Moc! Que pasa?!

Czy jakoś tak...
;-)

wtorek, 16 kwietnia 2019

Koniec zimy

Ledwie zima zerwała ostatnią kartkę ze swojego ściennego zdzieraka - ruszyliśmy w góry. Jako, że dawno nie mieliśmy okazji być w Beskidzie Śląskim, na pierwszy ogień wybraliśmy Czantorię (995 m n.p.m). Mozolna wspinaczka Głównym Szlakiem Beskidzkim od dolnej stacji kolejki linowej zakończyła się atakiem szczytowym po niełatwych dwóch godzinach z okładem. Nagrodą dla zmęczonych Julcinych nóg było dodatkowe sto osiemnaście schodów na 29 metrową wieżę widokową i zjazd kolejką w drodze powrotnej ;-) 
Cioci i wujkowi dziękujemy za towarzystwo i silne wsparcie motywacyjne ;-)
Idąc za ciosem, dwa tygodnie później odwiedziliśmy trudne stoki sąsiedniej Równicy (884,6 m n.p.m) i tu już tak różowo nie było. Czternastokilometrowa pętla okazała się nie lada wyzwaniem dla małych stóp, co zaowocowało iskrzeniem w zespole i próbą sił między pierworodną, a głową rodziny. Olbrzymia lekcja cierpliwości dla obojga i wewnętrzna obietnica trzymania się w przyszłości kilka centymetrów bliżej ziemi przy planowaniu tras wędrówek.
Pierwszy dzień wiosny, to także Światowy Dzień Zespołu Downa. W ramach jego obchodów - na zaproszenie Jacka i Jego ekipy - na miejskim rynku rozdawaliśmy mieszkańcom pachnące nowością kolorowe skarpetki (rozparowane i sparowane wg jedynego tego dnia* słusznego klucza ;-) ) i zachęcaliśmy do świętowania razem z nami. Szalenie potrzebna akcja i chociaż jest kroplą w morzu potrzeb, jak każda kropla - drąży skałę. 
 (fot. @FOTOpodróżeBPE- dziękujemy )

PS W całym tym wiosennym zamieszaniu nie zauważyłem, że winien Wam jestem film z ostatniego turnusu rehabilitacyjnego w Małym Gacnie. Trochę nam zeszła postprodukcja, ale sami przyznajcie, że "warto było czekać na te piękne czasy i na własne oczy cuda te zobaczyć" ;-)

W oscarowej roli jedyna i niepowtarzalna - Julka!
Produkcja, montaż i całe to techniczne abrakadabra -  Kasia.
Scenariusz i reżyseria - od lat - życie ;-)








* i każdego innego też.

czwartek, 21 marca 2019

#WDSD19




























Najlepszym komentarzem będzie brak komentarza. 
Jesteście niesamowici! 😍😍😍

PS 
Zdjęcia "pożyczone" od przyjaciół  i kibiców Julki. Pewnie jest ich więcej w sieci, ale nie zdołałem wszystkich wyłowić - wybaczcie.

wtorek, 29 stycznia 2019

Post posturodzinowy

Chwila szczęścia zamknięta w kadrze. Radość wymalowana na twarzy solenizantki, która właśnie pokonała cztery kilometry na własnych nogach, nieświadoma faktu, iż codziennie zmaga się z dystansem ultra.

(fot. Janusz)
Okazją do zmierzenia się z własnymi słabościami, oraz niełatwym, skutym styczniowym lodem podłożem, była ostatnia odsłona rodzimej Gliwickiej Parkowej Prowokacji Biegowej. Wzorem ubiegłorocznej, także ta dedykowana była Julce i znalazła odzwierciedlenie w kilku aspektach. 
Każdy z uczestników miał prawo - w zamian za symboliczną darowiznę na subkonto Julki - wystartować z wymarzonym numerem startowym, ważnym przez cały rok. Z tej opcji skorzystało kilkanaście osób - bardzo dziękujemy! Część wpłat już zasiliła Julcine subkonto, a po zaksięgowaniu reszty, całość zostanie dołożona do kwoty, jaką sfinansujemy lutowy turnus rehabilitacyjny w Borach Tucholskich.
Julka w podziękowaniu za miniony rok rozliczeniowy i polecając się pamięci w obecnym, przygotowała (rękami taty i wujka Jasia) dla każdego uczestnika zawodów muffinki z czekoladą, kalendarzyki, oraz pamiątkowe długopisy sygnowane adresem niniejszego bloga.
Część osób wystartowała w Julcinych koszulkach: Marysia - już tradycyjnie :-*, Erwin (także solenizant), Zosia, Irek, mama i tata.
Niemałym zaskoczeniem było pojawienie się na zawodach Wojtka, który od dawna wspiera Julkę słowem i czynem, a i dla taty jest niemałym oparciem od lat. Warto nadmienić, że Wojtek zrezygnował ze swojego wynagrodzenia za sobotnie szkolenie Nordic Walking i polecił przekazać je na Julcine subkonto w Fundacji Dzieciom "Zdążyć z Pomocą". Dziękujemy!
Podziękowania należą się też wszystkim znajomym, przyjaciołom, oraz przyjaciołom Julcinej sprawy, którzy tłumnie stawili się w ten mroźny, styczniowy poranek i wystartowali w zawodach. Jesteście niezawodni!
Słowa uznania również dla szefa zawodów Andrzeja Szelki i całej ekipy AKMB Pędziwiatr Gliwice za zorganizowanie i promowanie eventu, oraz godną oprawę zawodów w trudnym dla wszystkich okresie żałoby narodowej.

Styczniowa Prowokacja nie wyczerpuje tematu Julcinych okołourodzinowych występów sportowych. Kilka dni wcześniej wspólnie z tatą wystartowała w IV Łabędzkim Biegu Po Ćmoku, o którym miałem już okazję pisać w latach ubiegłych.


(fot. Marta)

Było - jak co roku - niezwykle klimatycznie. Las rozświetlony światłem ręcznie wytapianych  pochodni. Śnieg skrzypiący pod nogami. Tłumy znajomych. Charytatywny WOŚPowy cel. W przyszłym też się zameldujemy!
Refleksja: czas wspólnie spędzony z zabieganym na co dzień ojcem jest najlepszym prezentem urodzinowym. Niewymienialnym na żadne materialne upominki. Nawet na kolejną gitarę. Choćby to był czarny Stratocaster Davida Gilmoura ;-)

Wszystkiego najlepszego w dniu urodzin Kochanie. Pozostań sobą. Kocham Cię.