poniedziałek, 19 października 2026

Klinika zdrowego rozsądku

W zeszłym tygodniu kurier przyniósł sporych rozmiarów paczkę zaadresowaną na Julkę. Nadawcą był stołeczny Achilles, a przesyłkę stanowiły pachnące nowością buty i spersonalizowane wkładki. Raz w roku, zwykle we wrześniu odwiedzamy tamtejszy gabinet podologiczny i pod czujnym okiem Pana Kuby dobieramy Julce zaopatrzenie ortopedyczne. To z poprzedniego roku jest już zazwyczaj na tyle zdefasonowane, że po prostu nie spełnia swojego zadania. Julka ma wiotkie stawy, obniżone napięcie mięśniowe i płasko-koślawe stopy. Wiotkość tkanki łącznej oraz mniejsza siła mięśniowa sprawiają, że jej stopa nie ma wystarczającego oparcia i "zapada się" do środka. Przy takim combo siła grawitacji najmocniej obciąża właśnie dół łańcucha kinematycznego. Poza kompleksowym i regularnym wsparciem fizjoterapeutycznym, konieczne jest także zastosowanie indywidualnych wkładek ortopedycznych oraz butów z wyższym, dobrze stabilizującym piętę zapiętkiem. W praktyce utrzymując w ryzach stopy, zapobiegamy utrwalaniu się wady, koślawieniu kolan, deformacji bioder i powstawaniu szeroko pojętej skoliozy. Uff... Dodatkowo, zważywszy na fakt, że u osób z zespołem Downa gęstość mineralna kości jest zazwyczaj niższa, a struktura tychże wykazuje większą tendencję do przedwczesnego osłabienia i ryzyka osteoporozy, jesteśmy niezwykle wdzięczni, że pozostajemy pod stałą opieką specjalisty, który dba o prawidłową biomechanikę Julcinych stóp. Podstawa to... podstawa :-)


Potwierdzenie zasadności tych wizyt otrzymujemy za każdym razem, gdy Julka przechodzi badanie kwalifikujące na turnus rehabilitacyjny. Lekarze są zdumieni, że pacjentka z takim bagażem lat nadal trzyma się w pionie, a nie jest to normą przy tym obciążeniu genetycznym. Nawiasem mówiąc, wspominałem Wam o tym kilka lat temu przy okazji podobnego wpisu.

Staramy się dużo spacerować. Jeśli tylko pogoda i odległość do celu wędrówki pozwala, to idziemy na piechotę. Wiąże się to naturalnie z dłuższym czasem dotarcia do celu, ale już dawno nauczyliśmy się odmierzać świat rytmem, jaki narzuca nam Julka. Lubicie schody? My zwykle je wybieramy, chociaż to raczej miłość z rozsądku, a nie głos serca. Każdy pokonany stopień schodów, to sekunda życia dłużej. Warto, nawet jeśli uzyskany czas przeznaczymy wyłącznie na słuchanie marudzenia, że "znowu trzeba iść po schodach" ;-)


Czy muszę dodawać, że zarówno opieka podologiczna, jak i codzienna gimnastyka wpisują się w nasz plan budowy, który zarysowałem Wam ostatnio? Oczywiście nie żyjemy samym planem i jeżeli mamy ochotę na "wolną sobotę", to bierzemy nielimitowany urlop na żądanie ;-) Nie wbiegamy na każde napotkane schody, jeżeli nie mamy na to ochoty, a jeżeli Julce wpadną w oko jakieś gustowne czółenka, espadryle lub baleriny, to także nie upieramy się przy ortopedycznym obuwiu 24/7. Podobno statystyczna kobieta zakochuje się siedem razy w roku, z czego sześć w butach. Julka wymyka się wszelkim statystykom. Tym bardziej nierozsądnie byłoby stawać między nią a jej butami ;-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz