środa, 1 kwietnia 2026

Pół serio

Pomysł na post okołoprimaaprilisowy urodził się w mojej głowie wczesną wiosną 2022 roku, ale w obliczu agresji Rosji na Ukrainę, bliskości działań wojennych i niepewności o spokojne jutro, nie na miejscu wydawało mi się wówczas epatowanie radością i publikowanie żartobliwych tekstów. Światło dzienne ujrzał wtedy inny wpis, jeden z najkrótszych w historii tego bloga. Lapidarny, podyktowany głosem serca tytuł i rysunek wart wszystkich słów tego świata. Nic więcej. Mój głos sprzeciwu wobec przemocy, barbarzyństwa i terroru wojny, chociaż niestety głos wołającego na pustyni. Grafikę można było wtedy zakupić na licencji niekomercyjnej poprzez wsparcie Polskiej Akcji Humanitarnej i wykorzystać non profit. Do prac jej autora, Pawła Jońcy, wracam do dziś, do czego i Was zachęcam.

Świat się postarzał o cztery lata, ale cywilizacyjnie nawet jeśli nie zostaliśmy w miejscu, to na pewno wróciliśmy do punktu wyjścia. Znowu żyjemy konsumpcyjnie, skupiamy na sobie, błahostki roztrząsamy do rangi niebotycznych problemów. Czujemy się bezpieczni. Okrzepliśmy. Wojna nie wydaje się już czymś tak namacalnym, dotyczących nas bezpośrednio, chociaż za wschodnią granicą nadal nie widać końca konfliktu, a i na Bliskim Wschodzie nakręca się spirala przemocy i giną ludzie. Gdzie będziemy za kolejne cztery lata jako ludzkość? Oby nie z ręką w nocniku.

Jan Matejko, Stańczyk (szkic 1881), Muzeum Narodowe w Krakowie

Czy wobec powyższego wypada mi teraz uderzać w lekkie tony i w wielkie słowa ubierać sprawy, które nijak nie zmienią biegu historii? Do jednego worka pakować stańczykowskie przemyślenia i osobiste metody na rozświetlanie szarości dnia codziennego? Może powinienem zaczekać na lepszy czas, bardziej sprzyjający arlekinadzie? Tak. Nie. Nie wiem. Lepiej to już było. Tym bardziej spróbuję podnieść rękawicę, którą sam sobie rzuciłem. Równowaga wydaje się być tu kluczowa.

Mark Twain podkreślał, że humor to najskuteczniejsza broń przeciw absurdowi tego świata. W "Traktacie o łuskaniu fasoli" - książki,  która powinna stać w każdym domu - podobną myśl formułuje Wiesław Myśliwski. Śmiech to zdolność człowieka do obrony przed światem, przed sobą. Pozbawić go tej zdolności to uczynić go bezbronnym. Tyle słowem wstępu.

Doczesną wędrówkę traktujemy poważnie, ale na codzienność staramy się patrzeć z przymrużeniem oka. Dystans to czasem jedyne skuteczne lekarstwo na prozę życia. Staramy się nie przejmować rzeczami, na które nie mamy wpływu. Przechodzimy nad nimi do porządku dziennego. Lubimy się śmiać. Cenimy w sobie wzajem poczucie humoru, lotność i umiejętność tańczenia na cienkiej linie ironii bez bolesnego upadku. 

- Połóż się spać Zosiu. Ludzie w Twoim wieku potrzebują snu, żeby oczyścić umysł z wszystkiego, co złe i niepotrzebne wydarzyło się w ciągu dnia, aby zrobić sobie miejsce na nowe złe i niepotrzebne, które wydarzy się jutro.

Można cytować. 

Mamy całe portfolio anegdot, psikusów słownych, figli i komicznych żartów sytuacyjnych, które przez lata zmiękczały nam rzeczywistość. Niektóre z nich czytelne są tylko dla nas i wynikają z ulotności chwili albo z patyny osiadłej na rodzinnym polu minowym. Z innymi dzielimy się światem, zapraszając do wspólnego trzęsienia brzuchami ze śmiechu, a  czasem do refleksji.

- Julka, a co Ty masz w tym plecaku, że taki ciężki? Kamienie?
- Tato, ja nie mam dziś lekcji o skałach.

Rozbawiony repliką nie sprawdziłem. Poranny telefon ze szkoły przyniósł odpowiedź, że na wadze tornistra zaważyła... butelka litrowego prosecco. Jak się tam znalazła, to osobna historia ;-)

Parzę szynkę przed świętami. Czekam, aż w środku będzie 68°C.

-  A to co?
- Termometr Juleczko.
- Szynka jest chora?

Swój ślad na zawsze zostawił też Ian Fleming, literacki ojciec agenta 007.

- Tato możesz zrobić mi coś do picia? Tylko pamiętaj: wstrząśnięte, nie zmieszane.

Na deser absolutny klasyk sprzed kilku lat. Mój ulubiony. 

- Co z tym słuchem Julki?
- Wczoraj czyściłam Jej uszy, ale chyba musimy powtórzyć. Jak myślisz Julka? 
- Co mówisz?

Do dzisiaj nie wiem, czy Julia faktycznie nie słyszała, czy się zgrywała, ale ciętą ripostę odziedziczyła w genach, więc obstawiam to drugie. W każdym razie wyszło przezabawnie i trafiło do szufladki ze wspomnieniami.

Nie reżyserujemy tych epizodów, nie planujemy dialogów. Życie samo pisze scenariusze. Kluczem jest chyba swoboda w wyłapywaniu takich chwil, słów, półsłówek, spojrzeń i reagowanie na bieżąco na zaistniałe sytuacje. Z przyjemnością obserwujemy, że niedaleko pada jabłko od jabłoni. Będzie im łatwiej iść przez życie  z uśmiechem na ustach.

Niektórzy ludzie rodzą się starzy i niestety nie młodnieją z wiekiem. Trudno określić ile mają lat, ale biorąc pod uwagę skalę zmęczenia światem mogą pamiętać mamuty. A może nawet i tatuty. Bardzo się pilnujemy, by jedynymi zmarszczkami na starość były tylko te mimiczne wyrzeźbione śmiechem. Lwiej bruździe mówimy stanowcze NIE!

Trzymajcie się cieplutko i... prima aprilis ;-)