środa, 2 marca 2016

"Dopóki ziemia kręci się..." (*)

Posypało się.
Z końcem stycznia pożegnaliśmy Prababcię, niecałe dwa tygodnie później na wieczną wartę odszedł Pradziadek...

Świat nagle zwolnił, poszarzał. To, co na co dzień wydawało się istotne ponad miarę, w jednej chwili straciło na znaczeniu. Została pustka, żal i niezadane pytania. Co bym tu nie skreślił, jakich słów nie użył - zabrzmi groteskowo. Śmierć bliskich nikogo nie pozostawia obojętnym. Jedni potrzebują oparcia w rodzinie, przyjaciołach. Inni zatrzymują wszystko w środku, tocząc wieczne dysputy z samym sobą.

(*) (*)

Wszyscy zmierzamy w tym samym kierunku. Umieramy od dnia narodzin. Codziennie po trochu.
I zawsze za wcześnie.

środa, 27 stycznia 2016

Zimowe szaleństwa

Witajcie :-)
Czas jakby ostatnio znowu przyspieszył i kilka sznurków niepostrzeżenie wysunęło mi się z rąk. Stąd nasza chwilowa absencja. Spokojnie - mam je już prawie wszystkie połapane i teraz powinno być "z górki" ;-)

W nowy kalendarz weszliśmy z przytupem. Jak co roku, zagraliśmy w Wielkiej Orkiestrze razem z Jurkiem Owsiakiem - tym razem biegowo. Pomysł na I Łabędzki "Bieg po Ćmoku" był prosty: las, ćmok (czyli ciemność - stąd nazwa biegu) i pokonanie półtorakilometrowej trasy w duecie. Sama impreza przewidziana była co prawda dla par dziecięcych, ale dorośli też mogli wziąć udział w zabawie, pod warunkiem, że zabrali ze sobą  na trasę nieletniego opiekuna ;-)
Rodzinę Adamowskich reprezentował team Jula & Zosia. No i tata w roli zaplecza technicznego ;-)


Numer startowy został przezornie podzielony między członków drużyny, co w zarodku zdusiło wszelkie niesnaski  i Dziewczynki w asyście taty wyruszyły na trasę :-)
Sam bieg w naszym wykonaniu, był... ekhm... ciekawy ;-) Zosia rwała do przodu, co chwilę poganiając resztę teamu , natomiast Jula raz po raz, albo stawała w miejscu i nie chciała biec dalej, albo uciekała w przeciwnym kierunku ;-) Ile pomysłowości musiałem włożyć w motywowanie Juli do ukończenia biegu - wiem tylko ja sam, ale... klimat, jaki towarzyszył nam przez te kilkanaście minut był niepowtarzalny! Jakby magia z Narnii C.S. Lewisa wylała się tego wieczoru na Las Łabędzki! Do tego pochodnie, śnieg, migające światła czołówek. Niesamowita atmosfera! 
No i Jula w pewnym momencie śpiewająca na cały głos "Boli ręka, boli głowa, bolą plecy, boli noga..." :-) Dacie wiarę? Na półtorakilometrowym biegu? ;-) Odpokutowała później to śpiewanie anginą, ale to już inna para kaloszy... 

Za nami również pierwsze szlify na nartach. Cóż mogę powiedzieć? Wiele wskazuje na to, że z tej mąki będzie chleb :-) Jula radziła sobie po prostu znakomicie! Przeszła moje najśmielsze oczekiwania. Nie, nie jeździ jeszcze :-) Na razie stoi i się nie przewraca :-) Słucha również poleceń i wykonuje je, co daje nadzieję na przyszłość :-) Małymi kroczkami, sezon po sezonie będę próbował aktywować Ją również zimą. A kilka lat temu Ktoś mi powiedział, że to nie jest dobry pomysł... Hmm...




Zosia natomiast - mały uparciuch - miała własną wizję nauki. Niestety nie pokrywała się z moją ;-)


Kochane urwisy! Są esencją życia. Wszystko dla Nich.
Reszta się nie liczy.




środa, 16 grudnia 2015

Chabrowy, jak nic ! ;-)

Julka ma szczęście do dobrych, bezinteresownych ludzi. Do tego grona bez wątpienia należą Państwo Renata i Piotr Kowalczyk z Krakowa. Bardzo dziękujemy za grudniową darowiznę wpłaconą na Julcine subkonto w Fundacji Dzieciom  "Zdążyć z Pomocą". Dołożymy ją do planowanego, lutowego turnusu rehabilitacyjnego w Borach Tucholskich :-)

A propos... Jestem Wam winny relację z ostatniego pobytu Julci na pięknej płockiej ziemi. Dzięki Waszym darowiznom i wpłatom z 1%, dwa ostatnie tygodnie października Julcia mogła spędzić w ośrodku rehabilitacyjnym "12 Dębów" w Zaździerzu. Ciężko pracowała na zajęciach usprawniających zarówno na basenie, jak i na stałym lądzie ;-)



  

 


  



Naturalnie poza zajęciami ruchowymi - na wzór ubiegłego roku - nie brakowało również spotkań z logopedą, pedagogiem, pracy nad motoryką małą, czy ćwiczeń na sali doświadczania świata (pozdrowienia dla rewelacyjnej pani Doroty :-) ).
Końcówka turnusu zdominowana została przez pomarańczową ekipę z Zakątka 21 - tutaj w świetnej relacji Marty :-)


PS Dziś do naszych drzwi zapukał zmęczony przedświąteczną gorączką kurier i przyniósł ciepłe jeszcze ulotki na przyszły rok :-) Tym razem w chabrowej odsłonie ;-)

TaaDaam! ;-)


Aż się chce powiedzieć: "Już wkrótce w Twoim mieście!" ;-)

Kalendarz jak zwykle macie w bonusie ;-)



poniedziałek, 23 listopada 2015

1% podatku = 100% serca :-)

Pół roku minęło niczym ostatnie tchnienie jesieni. Dziś spadł pierwszy śnieg, a  wraz z nim, na kształt wirujących płatków, na Julcinym subkoncie posypały się podarowane przez Was do końca  kwietnia złotówki :-)
Kochani - jesteście wielcy! Kolejny rok z rzędu pokazaliście, że można na Was liczyć! Dziękujemy!!! :-)

Każdy 1% podatku dochodowego, który postanowiliście w tym roku przekazać Julci, zaowocuje w postaci turnusu rehabilitacyjnego w roku przyszłym. Każda wpłata jest dla nas tak samo ważna, bo u jej podstaw leżała potrzeba podzielenia się z Julcią swoim czasem, zainteresowaniem i bezinteresownym wsparciem. Dzięki Wam wiemy, że droga, którą podążamy jest słuszna. Kręta, pełna kamieni i jakoś dziwnie cały czas pod górę, ale... dla takiego uśmiechu warta każdego kroku. 

Nie sposób wymienić Was wszystkich i wszystkim Wam podziękować. To wręcz niemożliwe - niejednokrotnie pozostajecie dla nas anonimowymi filantropami identyfikowanymi tylko poprzez rodzime Urzędy Skarbowe. Tym, których uda nam się rozszyfrować podziękujemy osobiście, wszystkim impersonalnym protektorom składamy podziękowania - wzorem zeszłego roku - za pośrednictwem niniejszego blogu :-)
Jakim kluczem kierować się w tegorocznych podziękowaniach? W ubiegłym roku poszedłem w geografię (co dawało mi pełen obraz zasięgu naszej wspólnej sprawy), w tym - dla odmiany - posłużę się indeksem alfabetycznym :-)

Białogard, Bielsko - Biała, Brodnica, Bytom, Cieszyn, Chorzów, Choszczno, Chrzanów, Dąbrowa Górnicza, Garwolin, Gliwice, Kalisz, Katowice, Kędzierzyn - Koźle, Kluczbork, Kraków, Lębork, Lublin, Lubliniec, Łódź, Nowe Miasto Lubawskie, Malbork, Mikołów, Opole, Ostrołęka, Poznań, Pruszków, Racibórz, Stargard Szczeciński, Strzelce Opolskie, Szczytno, Świecie, Tarnowskie Góry, Tomaszów Lubelski, Tczew, Toruń, Warszawa, Wieliczka, Wolsztyn, Wrocław, Zabrze, Zamość, Zawiercie, Zielona Góra, Żuromin.

W  tych wszystkich Urzędach Skarbowych postanowiliście w tym roku, przekazać Julci swój 1%! Niesamowite! Naturalnie zdaję sobie sprawę, że nie zawsze przynależność skarbowa, pokrywa się z terytorialną sensu stricto, ale to jedyny ślad jaki mi pozostawiliście :-)

Jeszcze raz - wszystkim Darczyńcom za 100% serca, rodzinie, przyjaciołom, "krewnym i znajomym Królika",  bez których Julcine ulotki nie ujrzałyby światła dziennego pod tyloma  rozpiętościami równoleżnikowymi i rozciągłościami południkowymi Polski* - DZIĘKUJEMY!!! :-)

*pamięta się coś z geografii ;-)

PS Zdjęcie Julci dzięki uprzejmości p. Moniki :-)

poniedziałek, 16 listopada 2015

Funny Horse "Razem raźniej"

Koń jaki jest, każdy widzi. Ile dobra może przynieść kontakt z tym pięknym zwierzęciem wiedzą na pewno hipoterapeuci z Fundacji Funny Horse ze Starej Kuźni k/ Kędzierzyna - Koźla na Śląsku Opolskim. W tym roku, dzięki projektowi "Razem raźniej" mogła się o tym przekonać również nasza Julcia, która już od czerwca zaczęła swoją konną przygodę :-)




W ramach w/w przedsięwzięcia odbył się we wrześniu  festyn integracyjny, podczas którego (tak, jak w zeszłym roku), mogliśmy spędzić kilka godzin wśród leśnej ostoi, nacieszyć się słońcem i sobą nawzajem. Nie zabrakło oczywiście atrakcji - przejażdżki bryczką (wraz z wykładem pana Adama na temat okolicznego drzewostanu), malowania (koni, twarzy i koszulek ;-) ), zabaw ruchowych,  poczęstunku i prezentów :-)




Zwieńczeniem  tegorocznej inicjatywy był występ wszystkich małych beneficjentów projektu, podczas obchodów dnia św. Marcina w miejscowej parafii. Nasze Dziewczynki dołożyły do programu artystycznego swoje trzy grosze, przepięknie wykonując na scenie piosenkę Arki Noego "Święty uśmiechnięty" ;-)


Serdecznie dziękujemy Pani Żanecie i Panu Łukaszowi z Fundacji "Funny Horse", za zaproszenie Julci do tegorocznego projektu. Dżadze, Jagodzie, Landrynie i Lizakowi dziękujemy również ;-) Do zobaczenia! :-)

sobota, 31 października 2015

"Rwie serce do galopu" - duuużo podziękowań ;-)

Za dar serca - na ręce pani Marii Witkowskiej z Katowic - gorące podziękowania. Wrześniowa darowizna, która zasiliła specjalne Julcine subkonto w Fundacji Dzieciom "Zdążyć z Pomocą" już znalazła swoje przeznaczenie. Będzie to... tak, tak -  bez niespodzianek - przyszłoroczny turnus rehabilitacyjny :-)
--------------------------------------------------------------------------
Kiedy rok temu wspominałem o początkach naszej przygody ze sportem, nawet w najśmielszych marzeniach nie mogłem przypuścić jaki progres uda się poczynić przez kolejne dwanaście miesięcy. Przez miniony rok poznałem mnóstwo fantastycznych ludzi, życzliwych, otwartych, potrafiących podzielić się swoją wiedzą i zarazić pasją. Pogłębiłem też zrodzone wcześniej znajomości :-) Niektóre z nich ośmielę się nawet nazwać dziś przyjaźniami :-)
Po przetestowaniu dobroczynnego wpływu sportu na sobie, testy przeniosłem na rodzinny grunt, wciągając w bieganie i nordic walking moje Dziewczyny. Proces jest długotrwały i niestety niebezbolesny ;-) O sytuacji na froncie pozwolę sobie donosić na bieżąco ;-)
Historia pięknie zatacza koło. Tegoroczny, październikowy półmaraton przyciągnął na dwa dni do Gliwic rzeszę biegaczy i nordic walkerów. O naszym w nim udziale  - za chwilę. Dzień przed biegiem głównym, miejsce miały biegi dla dzieci i wśród dwustu pięćdziesięciu (gdzieś mignęła mi ta liczba) uczniów gliwickich szkół i przedszkoli, swój debiut zaliczyły również Julcia i Zosia.




Zosia w swoim roczniku, do pokonania miała dwieście metrów i przybiegła gdzieś w połowie stawki. Jula  - starsza rocznikiem -  wystartowała ze zdrowymi rówieśnikami i  za zadanie miała przebiec tych metrów czterysta. Oczywiście, gdy tylko równolatki zniknęły za zakrętem, Jula przestała biec i stanęła ;-) Do akcji musiał wkroczyć Tata i trzymając za ręce obie córy pobiegł dalej. Jakieś sto metrów przed końcem, Julę przejęli organizatorzy i na metę wbiegła już sama. Wielkie ukłony dla organizatorów, że poczekali na Julę, dali Jej skończyć bieg, a dopiero później wypuścili grupę chłopców. Viola - dla Ciebie również gorące podziękowania za czujność, otwartość i serce :-)


(Zaraz po swoich biegach obie Dziewczynki zmierzyły się ze specjalnie przygotowanym torem przeszkód. W ramach Runmageddon Kids, który towarzyszył tego dnia biegom dla dzieci,  do pokonania miały szereg utrudnień w postaci płotków, równoważni i innych usprawniających przeszkadzajek :-) Tłem dla dziecięcych zmagań, była zbiórka charytatywna dla dwudziestodwuletniej gliwiczanki Ani, która rok wcześniej pomagała w organizacji pierwszego półmaratonu w Gliwicach, a dziś sama potrzebuje pomocy. 
Pomagamy - w grupie siła!)

Jak zapewne wiecie, od roku promujemy Julciny blog na koszulkach. Projekt graficzny na tegoroczną gliwicką połówkę, przygotował bezinteresownie Paweł.

Jest to wypadkowa mojej koncepcji  napisu,  pomysłu Pawła na tło i Julcinego wykonania owego tła :-) 



Paweł - dziękuję! :-)
W takich koszulkach pobiegliśmy testowo z ojcem chrzestnym Julci, a do naszego teamu dołączyła tego dnia -  jak zwykle niezawodna - Marysia, która depcząc ścieżki po całej Europie, promuje Julę dzielnie nosząc Ją na plecach :-)


Marysiu  - dla Ciebie -  :-* !
Irek - wspierasz ten pomysł od samego początku i zawsze z dumą nosisz Julcine koszulki. Jeszcze trochę wspólnie pobiegamy (i może w końcu Cię dogonię... ;-) ).

Nie miałem za bardzo czasu, by cieszyć się z życiówki, ponieważ prosto z linii mety udaliśmy się z Julą w podróż pod Płock. Przy dźwiękach płyty znalezionej w pakiecie startowym (Jula była dość zdecydowana w swoim wyborze praktycznie przez całą podróż: "Tato, ja chcę Oteke!" ;-) ), wyruszyliśmy na turnus rehabilitacyjny i kolejny zakątkowy zlot. Ale o tym już napiszę w kolejnym wpisie :-)


PS Październik to również udany debiut Taty w ultramaratonie w Bieszczadach. Udany, bo ukończony w limicie czasowym i bez kontuzji :-) Ewa, Asia - bez Waszej motywacji w ogóle bym nie wystartował. Robert - bez Twojego wparcia i opieki na trasie, pewnie nadal bym się błąkał po tych malowniczych górach ;-) 
Dziękuję Wam z całego serca! 
Osobne podziękowania dla Mirka, Witka z Martą, Jacka z Jolą, Grzegorza i całej grupy niewymienionych tu fantastycznych osób. Szansa, transport, nocleg, dobre słowo. Kolejność przypadkowa i dowolnie wymienna :-) 


 Jola - dziękuję za zdjęcia z biegów dla dzieci. Masz rękę i oko :-) 
Pozostałe zdjęcia Marysia, Wasyl i fb :-) 

niedziela, 4 października 2015

Bonus

To miał być kolejny aktywny, biegowy weekend. Życie pisze jednak swoje scenariusze i plany trzeba było zmienić. W sobotę rano posypała się Jula: gorączka, wymioty, katar koloru świeżo skoszonej trawy... Jula nie choruje nigdy połowicznie. Wszystko robi na 100%: cieszy się, płacze, przeżywa, również choruje.  Podjęliśmy jedyną słuszną decyzję, że nigdzie nie jedziemy. 
Priorytety.
Praktycznie całą sobotę  - jeżeli nie walczyła z przypadłościami chorobowymi - przespała. O dziwo, znaleźliśmy w tym podarowanym weekendzie nieoczekiwany, pozytywny aspekt. 
Jesienne porządki.
Stary orzech, który kołysał mnie na oponie, gdy byłem w wieku Dziewczynek, udał się na zasłużony odpoczynek do piwnicy. Równo ułożone drewno czeka na zimę, by dopełnić swojego żywota w piecu, oddając resztę energii w postaci trzaskających iskier i przyjemnego ciepła.
Huśtawka ogrodowa, wraz z kosiarką wyjechały na zasłużony urlop... do garażu. Mieszkanie w magiczny sposób, w końcu się posprzątało. To nic, że wieczorem  po Zosinej zabawie, znów wyglądało jak po przejściu huraganu. Niedługo w naszym kalendarzu pojawi się kolejny  - tym razem zaplanowany - wolny weekend. Kasia wypowie kilka magicznych zaklęć i znów będzie jak w szklanym zamku.*
Czytamy dzieciom, odkurzamy mnóstwo zaległych spraw (nawet tak prozaicznych, jak przewrócenie kartki w kalendarzu na nowy miesiąc). Siedzimy razem przy stole. Rozmawiamy. Mieszkamy. Dobrze jest czasem zwolnić. 
Oczywiście, że wolałbym, by powód do zatrzymania się był inny, ale na pewne rzeczy po prostu nie mamy wpływu. Dzieją się bez naszego przyzwolenia. Ważne, by potrafić znaleźć światło w ciemnym tunelu. Tym bardziej, że jest lepiej. Antybiotyk robi swoje :-)
 
*No dobra, nigdy nie było. Ale przecież nie o to chodzi :-) To ma być miejsce do życia, nie do sprzątania. Gdzieś widziałem grafikę z takim mniej więcej dziecięcym pokojem,  jak nasz. Pod spodem podpis: "Poddaję się. Nie sprzątam, dopóki dzieci nie pójdą... na studia" :-)

PS Poszliśmy z Zosią nazbierać kasztanów do parku. Nasze dzisiejsze dwa wiaderka dołożymy do olbrzymiego kosza w Zosinym przedszkolu, a stamtąd trafią do nadleśnictwa. Przydadzą się zwierzętom w zimie :-)
Ale, nie o tym miałem...
Zbieramy się, podchodzi Jula.
- Gdzie idziecie?
- Idziemy do parku nazbierać kasztanów.
- Ja też!
- Jula, Ty nie możesz, jesteś chora.
.
.
.
- Nos jest chory, ja jestem zdrowa!

:-)