Środek lata. Szczyt sezonu ogórkowego. Wszyscy żyjemy urlopami, wakacyjnymi wyjazdami i cenami truskawek na straganie. Niczym, co wpłynęło by znacząco na bieg historii, czy losy świata. To dobrze. Wyhamowanie jest potrzebne. Pozwala nabrać dystansu i zacząć zaplanowany od dłuższego czasu mentalny remont. Najbardziej wymierne efekty daje wyłączenie telefonu. Boli, ale tylko na początku.
Dużo czytamy w te wakacje. Nadrabiamy zaległości. Odkopujemy się z kominów, które narosły od początku roku. Dobrze jest wrócić do słowa pisanego, do kartek pachnących świeżą farbą drukarską lub antykwarycznym kurzem. Jeśli chce się pisać, to trzeba czytać.
Nie śpieszymy się nigdzie. Odpoczywamy w drewnianym domu, na końcu zapomnianej przez Boga i ludzi wsi. Tam kurz pachnie latem nawet w zimie, a wskazówki zegara zatrzymały się jeszcze w latach siedemdziesiątych. Nie mamy ochoty wracać do obecnego stulecia, ale każdy urlop ma swoje ramy, a nasze mocno już trzeszczą.
Kotu też się podoba.
Spotkaliśmy Żyda Wiecznego Tułacza. Ludzie zwykle patrzą przez niego albo odwracają głowy. Obchodzą szerokim łukiem, bo nie wpisuje się w ich estetykę. Porozmawialiśmy chwilę. Jest już bardzo zmęczony. Wędrówką, życiem, ludźmi. Prosił o modlitwę i jałmużnę. Dokładnie w tej kolejności.
PS Trzmiel przyleciał na chwilę, dał się zamknąć w akwarelę i łamiąc prawa fizyki odleciał do swoich trzmielowych spraw ;-)
.jpg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz