sobota, 31 października 2015

"Rwie serce do galopu" - duuużo podziękowań ;-)

Za dar serca - na ręce pani Marii Witkowskiej z Katowic - gorące podziękowania. Wrześniowa darowizna, która zasiliła specjalne Julcine subkonto w Fundacji Dzieciom "Zdążyć z Pomocą" już znalazła swoje przeznaczenie. Będzie to... tak, tak -  bez niespodzianek - przyszłoroczny turnus rehabilitacyjny :-)
--------------------------------------------------------------------------
Kiedy rok temu wspominałem o początkach naszej przygody ze sportem, nawet w najśmielszych marzeniach nie mogłem przypuścić jaki progres uda się poczynić przez kolejne dwanaście miesięcy. Przez miniony rok poznałem mnóstwo fantastycznych ludzi, życzliwych, otwartych, potrafiących podzielić się swoją wiedzą i zarazić pasją. Pogłębiłem też zrodzone wcześniej znajomości :-) Niektóre z nich ośmielę się nawet nazwać dziś przyjaźniami :-)
Po przetestowaniu dobroczynnego wpływu sportu na sobie, testy przeniosłem na rodzinny grunt, wciągając w bieganie i nordic walking moje Dziewczyny. Proces jest długotrwały i niestety niebezbolesny ;-) O sytuacji na froncie pozwolę sobie donosić na bieżąco ;-)
Historia pięknie zatacza koło. Tegoroczny, październikowy półmaraton przyciągnął na dwa dni do Gliwic rzeszę biegaczy i nordic walkerów. O naszym w nim udziale  - za chwilę. Dzień przed biegiem głównym, miejsce miały biegi dla dzieci i wśród dwustu pięćdziesięciu (gdzieś mignęła mi ta liczba) uczniów gliwickich szkół i przedszkoli, swój debiut zaliczyły również Julcia i Zosia.




Zosia w swoim roczniku, do pokonania miała dwieście metrów i przybiegła gdzieś w połowie stawki. Jula  - starsza rocznikiem -  wystartowała ze zdrowymi rówieśnikami i  za zadanie miała przebiec tych metrów czterysta. Oczywiście, gdy tylko równolatki zniknęły za zakrętem, Jula przestała biec i stanęła ;-) Do akcji musiał wkroczyć Tata i trzymając za ręce obie córy pobiegł dalej. Jakieś sto metrów przed końcem, Julę przejęli organizatorzy i na metę wbiegła już sama. Wielkie ukłony dla organizatorów, że poczekali na Julę, dali Jej skończyć bieg, a dopiero później wypuścili grupę chłopców. Viola - dla Ciebie również gorące podziękowania za czujność, otwartość i serce :-)


(Zaraz po swoich biegach obie Dziewczynki zmierzyły się ze specjalnie przygotowanym torem przeszkód. W ramach Runmageddon Kids, który towarzyszył tego dnia biegom dla dzieci,  do pokonania miały szereg utrudnień w postaci płotków, równoważni i innych usprawniających przeszkadzajek :-) Tłem dla dziecięcych zmagań, była zbiórka charytatywna dla dwudziestodwuletniej gliwiczanki Ani, która rok wcześniej pomagała w organizacji pierwszego półmaratonu w Gliwicach, a dziś sama potrzebuje pomocy. 
Pomagamy - w grupie siła!)

Jak zapewne wiecie, od roku promujemy Julciny blog na koszulkach. Projekt graficzny na tegoroczną gliwicką połówkę, przygotował bezinteresownie Paweł.

Jest to wypadkowa mojej koncepcji  napisu,  pomysłu Pawła na tło i Julcinego wykonania owego tła :-) 



Paweł - dziękuję! :-)
W takich koszulkach pobiegliśmy testowo z ojcem chrzestnym Julci, a do naszego teamu dołączyła tego dnia -  jak zwykle niezawodna - Marysia, która depcząc ścieżki po całej Europie, promuje Julę dzielnie nosząc Ją na plecach :-)


Marysiu  - dla Ciebie -  :-* !
Irek - wspierasz ten pomysł od samego początku i zawsze z dumą nosisz Julcine koszulki. Jeszcze trochę wspólnie pobiegamy (i może w końcu Cię dogonię... ;-) ).

Nie miałem za bardzo czasu, by cieszyć się z życiówki, ponieważ prosto z linii mety udaliśmy się z Julą w podróż pod Płock. Przy dźwiękach płyty znalezionej w pakiecie startowym (Jula była dość zdecydowana w swoim wyborze praktycznie przez całą podróż: "Tato, ja chcę Oteke!" ;-) ), wyruszyliśmy na turnus rehabilitacyjny i kolejny zakątkowy zlot. Ale o tym już napiszę w kolejnym wpisie :-)


PS Październik to również udany debiut Taty w ultramaratonie w Bieszczadach. Udany, bo ukończony w limicie czasowym i bez kontuzji :-) Ewa, Asia - bez Waszej motywacji w ogóle bym nie wystartował. Robert - bez Twojego wparcia i opieki na trasie, pewnie nadal bym się błąkał po tych malowniczych górach ;-) 
Dziękuję Wam z całego serca! 
Osobne podziękowania dla Mirka, Witka z Martą, Jacka z Jolą, Grzegorza i całej grupy niewymienionych tu fantastycznych osób. Szansa, transport, nocleg, dobre słowo. Kolejność przypadkowa i dowolnie wymienna :-) 


 Jola - dziękuję za zdjęcia z biegów dla dzieci. Masz rękę i oko :-) 
Pozostałe zdjęcia Marysia, Wasyl i fb :-) 

niedziela, 4 października 2015

Bonus

To miał być kolejny aktywny, biegowy weekend. Życie pisze jednak swoje scenariusze i plany trzeba było zmienić. W sobotę rano posypała się Jula: gorączka, wymioty, katar koloru świeżo skoszonej trawy... Jula nie choruje nigdy połowicznie. Wszystko robi na 100%: cieszy się, płacze, przeżywa, również choruje.  Podjęliśmy jedyną słuszną decyzję, że nigdzie nie jedziemy. 
Priorytety.
Praktycznie całą sobotę  - jeżeli nie walczyła z przypadłościami chorobowymi - przespała. O dziwo, znaleźliśmy w tym podarowanym weekendzie nieoczekiwany, pozytywny aspekt. 
Jesienne porządki.
Stary orzech, który kołysał mnie na oponie, gdy byłem w wieku Dziewczynek, udał się na zasłużony odpoczynek do piwnicy. Równo ułożone drewno czeka na zimę, by dopełnić swojego żywota w piecu, oddając resztę energii w postaci trzaskających iskier i przyjemnego ciepła.
Huśtawka ogrodowa, wraz z kosiarką wyjechały na zasłużony urlop... do garażu. Mieszkanie w magiczny sposób, w końcu się posprzątało. To nic, że wieczorem  po Zosinej zabawie, znów wyglądało jak po przejściu huraganu. Niedługo w naszym kalendarzu pojawi się kolejny  - tym razem zaplanowany - wolny weekend. Kasia wypowie kilka magicznych zaklęć i znów będzie jak w szklanym zamku.*
Czytamy dzieciom, odkurzamy mnóstwo zaległych spraw (nawet tak prozaicznych, jak przewrócenie kartki w kalendarzu na nowy miesiąc). Siedzimy razem przy stole. Rozmawiamy. Mieszkamy. Dobrze jest czasem zwolnić. 
Oczywiście, że wolałbym, by powód do zatrzymania się był inny, ale na pewne rzeczy po prostu nie mamy wpływu. Dzieją się bez naszego przyzwolenia. Ważne, by potrafić znaleźć światło w ciemnym tunelu. Tym bardziej, że jest lepiej. Antybiotyk robi swoje :-)
 
*No dobra, nigdy nie było. Ale przecież nie o to chodzi :-) To ma być miejsce do życia, nie do sprzątania. Gdzieś widziałem grafikę z takim mniej więcej dziecięcym pokojem,  jak nasz. Pod spodem podpis: "Poddaję się. Nie sprzątam, dopóki dzieci nie pójdą... na studia" :-)

PS Poszliśmy z Zosią nazbierać kasztanów do parku. Nasze dzisiejsze dwa wiaderka dołożymy do olbrzymiego kosza w Zosinym przedszkolu, a stamtąd trafią do nadleśnictwa. Przydadzą się zwierzętom w zimie :-)
Ale, nie o tym miałem...
Zbieramy się, podchodzi Jula.
- Gdzie idziecie?
- Idziemy do parku nazbierać kasztanów.
- Ja też!
- Jula, Ty nie możesz, jesteś chora.
.
.
.
- Nos jest chory, ja jestem zdrowa!

:-)

 

wtorek, 15 września 2015

Flesz

Czas pędzi na łeb, na szyję. Ledwie "wczoraj" pisałem o sierpniowym turnusie, a tu już połowa września. Obiecałem Wam migawkę z wakacyjnych - około turnusowych - wojaży. Co niniejszym czynię  ;-)

Każdy urlop staramy się spędzać w miarę aktywnie. Jeżeli pogoda sprzyja, ładujemy akumulatory na świeżym  powietrzu. Nie zapominamy też o gimnastyce umysłu. Coś dla ciała, coś dla ducha ;-) 

W słoneczne popołudnia wolne od turnusowych zajęć, "łapaliśmy" witaminę D spacerując z kijami, jeżdżąc na rowerze, czy zwiedzając okolice. Podczas dżdżu (nie było go za wiele) szlifowaliśmy szachy i oddawaliśmy się lekturze :-) Dwa tygodnie bez telewizora i prawie (!) bez internetu ;-) 


Na pierwszym planie wiaderko, które Zosia ambitnie zabrała, by nazbierać szyszek. Zebrała 1 (słownie jedną) sztukę. Miałaby trzy, ale Jej się "niechcący" wysypały... ;-) 


Zdjęcia zrobione na spacerze trzy i pół kilometrową ścieżką dydaktyczną. Po dwustu metrach:
- Na rączki!
- Nie.
- Na plecy!
- Jula idziesz sama, już niedaleko.
- To może na barana?
- ...
I tak mniej więcej co dziesięć minut :-) Nie, nie dałem się namówić. Cały odcinek przeszła sama, co uważam za nie lada wyczyn! 


Szlakiem zamków krzyżackich. Kolejno Gniew i Kwidzyn (z ciekawą średniowieczną toaletą ;-) )





Gotyk na dotyk, czyli przepiękny Toruń :-) Na pewno tam wrócimy :-)


Na sportowo :-) W tym miejscu podziękowania dla wszystkich chętnych, z którymi mogłem podzielić się pasją chodzenia z kijami: Lucyna, Joanna, Danka - trzymam kciuki :-) Również dla Daniela i Tomka - za wspólne biegowe wieczory :-)



Tutaj unijne dyrektywy nie dotarły... Plac zabaw żywcem przeniesiony z PRL-u ;-)


Wszystko przeczytane! 
Kolejny urlop już w sierpniu :-)


czwartek, 3 września 2015

Efekt domina

Na ręce Eweliny - podziękowania za lipcową darowiznę wpłaconą na Julcine subkonto w Fundacji Dzieciom "Zdążyć z Pomocą" :- )
Wszystko ma swój czas i swoje miejsce. Darowiznę dołożymy do nowych korytkowych wkładek i butów ortopedycznych. Z tych, które kupiliśmy w zeszłym roku Jula już wyrosła, a że jesteśmy świeżo po wizycie kontrolnej, mogę z radością obwieścić - MAMY POPRAWĘ! Niewielką, ale zawsze. Nigdy nie będzie idealnie, ale może być lepiej. Żałuje tylko, że nie udało się nam trafić wcześniej do takiego specjalisty. Kilka lat żyliśmy w głębokim przeświadczeniu, że mamy wszystko pod kontrolą, bo przecież jesteśmy pod opieką najlepszego ortopedy dziecięcego w naszym mieście. Niby Jula miała dedykowane buty i wkładki, a jednak okazało się, że stopy nie były leczone prawidłowo. Wada z automatu się pogłębiała, poszły odchylenia na kolanach, potem na biodrach, kręgosłupie, itd. Efekt domina. Na szczęście to echo przeszłości. Teraz może być już tylko lepiej, jak śpiewał klasyk :-) A na pewno stabilniej ;- )
Witajcie po wakacjach :- )
Nasze były dość intensywne. Najpierw Dziewczyny obozowały u Przyjaciół nad wyjątkowo ciepłym w lipcu Bałtykiem (o czym w poprzednim wpisie relacjonowała Mama), a potem dwa sierpniowe tygodnie spędziliśmy w gościnnych progach Ośrodka Rehabilitacji "Neuron" w Małym Gacnie. 
Jula w pełni wykorzystała dany Jej czas i co nas bardzo zaskoczyło, nie sprawiała wrażenia zmęczonej rehabilitacją, tak jak to zwykle bywa pod koniec intensywnego turnusu.




Serdeczne podziękowania dla wszystkich terapeutów w Małym Gacnie - za każdym razem stajecie na wysokości zadania. Osobne ukłony dla pani Karoliny, która nauczyła Julę w tym roku chodzić po schodach. Zapytacie: a coż to za trudność?! Hmm... :- ) Dla zdrowego dziecka jest to chleb powszedni, dla Juli, z Jej obniżonym napięciem mięśniowym, z wiotkością stawów,  są to nomen omen... schody ;- ) 





Rozwiewam wątpliwości: nie, nie wnosiliśmy Jej do tej pory po schodach ;- ) Po prostu schodząc, zwykle dostawiała stopę do stopy, zamiast stawiać ja na kolejnym stopniu. Teraz,  krok po kroku Jula staje się sprawniejsza. Również dzięki Wam :- )
Hmm... no właśnie. Efekt domina ;- )
W przerwach między ćwiczeniami korzystaliśmy z dobrodziejstwa Borów Tucholskich i okolic, ale o tym napiszę Wam w kolejnym wpisie :- )


środa, 19 sierpnia 2015

Znów będą wakacje

Ten wspaniały czas zbliża się już ku końcowi. Nadszedł więc czas na podsumowania. Pierwszy miesiąc wakacji Julcia spędziła nad morzem wdychając jod. Kąpiele też musiały być. Na szczęście woda w Bałtyku była w tym roku wyjątkowo ciepła ;)




 Zdarzały się też wietrzne dni - jak to nad polskim morzem bywa ;)


 Ale żaden wiatr nie przeszkadzał dziewczynom w budowaniu zamków na plaży :)


Udało nam się spotkać też "prawdziwą księżniczkę" :) 


 Dziewczynki zapozowały też z kołobrzeską fauną morską:
- tu ze szprotem


- z dorszem

- z flądrą

 - i z łososiem ;)
Zabrakło zdjęcia ze śledziem... ;) Oczywiście w rolę modelki bardziej wczuła się Zosia i z własnej inicjatywy przyjmowała coraz to bardziej zwariowane pozy. Przyszłość w modelingu zagwarantowana ;) Julcia skupiła się na właściwym ustawianiu do zdjęcia strażaka Sama, którego sadzała na płetwach i ogonach ryb... :) Kompozycja fotografii była dzięki temu niepowtarzalna ;)
Udało nam się też nadmorskie spotkanie gliwicko-krakowskie oraz spacer z ciocią, wujkiem i małym Filipkiem. 


Szkoda, że tak szybko minął nam ten czas, ale jak śpiewał kabaret OTTO:
"jeszcze tylko wrzesień, październik, listopad, grudzień, styczeń, luty, marzec, kwiecień, maj, czerwiec i... WAKACJE - znów będą wakacje!"
Pozdrowienia ze Śląska dla Kołobrzegu i do zobaczenia za rok :)

wtorek, 30 czerwca 2015

Między wierszami

Czerwiec. Miesiąc chabrów, maków, słońca i truskawek. Koniec roku szkolnego. Czas wyzwań. Czas pożegnań. My jeszcze się nie żegnamy.  Decyzją, która była wypadkową ocen kadry przedszkolnej, Miejskiej Poradni Psychologiczno - Pedagogicznej, oraz naszej  - Jula kolejny rok szkolny spędzi w murach tej samej placówki. Przed nami kilka miesięcy pozornego spokoju. Dostaliśmy cenny czas na wybranie odpowiedniej szkoły, która spełni Julcine i nasze oczekiwania. 

Gdy patrzę na to zdjęcie nachodzi mnie refleksja. Żyjemy sobie tak, czy inaczej. Raz lepiej, raz gorzej. Podejmujemy różne decyzje. Czasem spotykamy na swej drodze Kogoś wyjątkowego i robimy mu miejsce w swoim życiu. Potem - z różnych przyczyn - rozchodzimy się po świecie, zmieniamy środowisko, idziemy dalej, ale Ci, którzy byli kiedyś dla nas ważni, zostają w naszych sercach na zawsze. Dziewczyny ze zdjęcia uczą i wychowują Julę od kilku lat. Praktycznie stała ekipa. Monika prowadzi Ją od samego początku - pogubiłem się już w rachunkach. Wyjątkowa osoba. 
Wierzę, że w Julcinym sercu znajdą szczególne miejsce. Jasne, przyjdą nowe wyzwania, nowe znajomości. Nowi dobrzy ludzie, warci tego, by pójść  z pamięcią o Nich dalej przez życie. "Serce pojemne jak przedwojenna wanna". Jeżeli ma je po Tacie, to tak będzie na pewno ;- )

PS Za nami również spotkanie z Miejskim Zespołem d/s Orzekania o Niepełnosprawności. Właściwie niewiele się zmieniło. Po kilku latach doszedł nam dodatkowy symbol w orzeczeniu. Poza 11-I (inne: w naszym przypadku endokrynologiczne), pojawił się 01-U (upośledzenie umysłowe). Nie przyznano nam karty parkingowej, bo i po co. Jula samodzielnie chodzi, biega, jeździ na hulajnodze, a w te wakacje być może posadzę Ją na rower. Generalnie miałem pozytywne odczucia po spotkaniu z komisją. Sympatyczne kobiety, bardzo zdziwione moją szczerością i nie mydleniem oczu. Juli chyba też się podobało, bo nie chciała wyjść z gabinetu ;- ) Za trzy lata widzimy się znowu :- )



poniedziałek, 1 czerwca 2015

Łatwa matematyka

Serdeczne podziękowania dla pani Renaty i Piotra Kowalczyk z Krakowa, pani Krystyny Kostki (mimo usilnych starań nie udało mi się Pani zlokalizować), oraz dla Karoliny, Kingi i Marka z Night Runners Gliwice. Wpłacone przez Was darowizny zasiliły już specjalne Julcine subkonto w Fundacji Dzieciom "Zdążyć z Pomocą", a my - tak jak zawsze - wykorzystamy je na turnus rehabilitacyjny :- )

Jakiś czas temu wymyśliłem sobie, że za każdym razem, gdy będziemy odwiedzać Dziadków, drogę na dziewiąte piętro pokonamy po schodach. Nie obyło się rzecz jasna bez buntów ;- ) Idąc, czasem liczymy stopnie, czasem odczytujemy cyfry na kolejnych piętrach, innym razem "zgadujemy", która cyfra będzie następna. Nauka poprzez zabawę. No i rehabilitacja ruchowa przy okazji ;- )
Piszę o tym, nie bez powodu. W ostatnią sobotę, tak jak to zapowiadałem na początku roku, Julcia wzięła udział w zawodach Gliwickiej Parkowej Prowokacji Biegowej. Z własnym numerem startowym, ze śpiewem na ustach, godnie reprezentując zakątkowe barwy, ruszyła na trasę... na plecach taty ;- )

(fot. Andrzej Szelka)
Regulamin, co prawda, nie przewiduje dyscypliny "ram -  sheep -  croos" i jedynymi zwierzętami dozwolonymi na trasie są psy, ale Organizatorzy przymknęli na to oko, a nawet sklasyfikowali Julcię z Jej własnym czasem ;- ) Tak naprawdę chodziło tu o wspólne spędzenie czasu, świetną zabawę i integrację ze zdrowymi rówieśnikami. No i w końcu mogłem pochwalić się moją Julcią (Zosia dała się poznać na grudniowej odsłonie)! :- )
Co ja miałem? Ach, tak! Królowa nauk :- )
Biegniemy sobie ostrożnie, mijamy tabliczki z oznaczeniem poszczególnych kilometrów. Pierwszą: Jula, jaka to cyfra? Jeden! Dobrze! Za czas jakiś: Jula, a ta? Co to za cyfra? Julka śpiewająco: Dwa, dwa, dwa, dwa... Zbliżamy się do trzeciej. Tą również określa bezbłędnie, ale przy kolejnej zaczynają się "schody". Na tabliczce widnieje cyfra dziesięć, z oznaczeniem dla trzeciego okrążenia. Pytam Juli: A ta? Jaka cyfra jest na tej tabliczce? Po chwili konsternacji: Dziesięć! Ale powinno być cztery!
Komentarz chyba jest zbędny?  :- ) 
Cieszą mnie takie Jej małe sukcesy. To, co Zosi przychodzi z marszu (tak, że czasem nawet tego nie zauważamy, bo jest to dla nas i dla Niej czymś naturalnym), dla Julki jest zdobywaniem szczytów. A może tylko mnie się tak wydaje? Może tylko w moich oczach Jula zdobywa Mount Everest, natomiast dla Niej -  jest to tylko Hrobacza Łąka? Tylko Ona to wie. 
Pozdrawiam czerwcowo :- )