poniedziałek, 5 stycznia 2015

С новым годом :- )

Za przekazaną na Julcine subkonto darowiznę (jeszcze w listopadzie) - serdeczne podziękowania składamy na ręce pana Erwina z Gliwic. Wpłaconą kwotę (tak, jak praktycznie wszystkie darowizny) przeznaczymy na tegoroczny turnus rehabilitacyjny :- ) Dziękujemy! :- )

Witajcie w nowym roku. Świat się dziwnie plecie, a najlepsze scenariusze nadal pisze życie - wiemy to nie od dziś.
Takim dziwnym, pokręconym zrządzeniem losu (wierzycie w przypadki?), jakieś dwa miesiące temu na naszej drodze stanęła niesamowita osoba. Zatrzymała się na chwilę, ofiarowała nam swój czas, złapała Julkę za rękę i... trzyma do tej pory ;- ) Dziękujemy Marysiu, że jesteś! :- )

(fot. p.Katarzyna Marondel)
Na zdjęciu z Andrzejem Szelką, szefem Gliwickiej Parkowej Prowokacji Biegowej, o której na pewno nie raz wspomnę w tym roku, chociażby przez wzgląd na planowany w nim udział Julci. W zeszłorocznej edycji co prawda tylko na plecach Marysi, taty, wujka i kilku innych zaprzyjaźnionych osób, ale w tej...jest szansa, że uda się Ją zmotywować do  osobistych startów :- )
O Prowokacji chciałbym wspomnieć na łamach tego bloga z jeszcze jednej, bardzo ważnej dla mnie przyczyny. Otóż, wszystkie statuetki, którymi nagrodzono na zakończenie cyklu zawodów, zostały wykonane przez niepełnosprawnych intelektualnie dorosłych -  uczestników Warsztatów Terapii Zajęciowej.  To piękny i ważny gest ze strony Organizatorów - uważam, że dzięki temu zaproszeniu z Ich strony, podopieczni WTZ wpisali się w współtworzenie historii GPPB. A same statuetki są niesamowite, niepowtarzalne i o tyle bezcenne, że... wywalczone (a właściwie wybiegane, czy wychodzone) przez regularne, dwunastomiesięczne starty :- ) Nie wnikając za bardzo w szczegóły, w ciągu tego roku udało się pokonać łącznie ponad 18.000 km! Hasło cyklu "Daj się sprowokować do walki z lenistwem!" możemy chyba uznać za trafione ;- )

(fot.Pędziwiatry)
PS Jako, że mamy nowy rok kalendarzowy chciałbym się z Wami podzielić kartką z niesamowitej publikacji - kalendarza właśnie, którego jedną z gwiazd jest nasza Julcia. Kalendarz powstał podczas ostatniego pomarańczowego zlotu i można go jeszcze nabyć na stronach Stowarzyszenia Zakątek 21. Tu, w wakacyjnej odsłonie  -  Hania, Marcin, Ania i oczywiście nasza Julcia ;-)
 

A na deser jeszcze jedno z sesji - w czujnym obiektywie Magdy Stępień z Foto Studio Paparazzi.

Prawda, że fajne? :- )



sobota, 20 grudnia 2014

Magiczne miejsce - subiektywnie.

Pamiętacie ulicę Pokątną z cyklu o Harrym Potterze, na której można było kupić wszelkiej maści czarodziejskie artefakty? W naszym mieście też jest taka ulica (tylko nosi inną nazwę ;-) ), a przy niej znajduje się miejsce, dzięki któremu nabiera ona wspomnianego magicznego charakteru.


Drwa trzaskają w kominku, w powietrzu unosi się aromat parzonej kawy, a kurz osiadły na antykwarycznych pozycjach miesza się z zapachem świeżej farby drukarskiej, tworząc niesamowity, wręcz oszałamiający klimat. Lubię tam wracać, a gdy już jestem - żal mi wychodzić. Antykwariat, księgarnia, winiarnia, kawiarnia, kulturalne serce gliwickiej starówki.  

Spoiwem dla tej całej atmosfery, są osoby tam pracujące, te same od lat, które (zdaje się)  po prostu kochają to, co robią. Nie wyobrażam sobie, by było inaczej.
Warsztaty artystyczne wszelkiej maści dla małych i dużych, prelekcje, spotkania autorskie i moje ukochane (adoptowane ;-)) dziecko - cykliczne czytanie książek dzieciom. Julcia i Zosia mają to wpisane w swój "grafik" i ilekroć jesteśmy w pobliżu pytają, czy idziemy poczytać z panią Sonią ;- )



Koneserzy francuskich trunków również nie wyjdą zawiedzeni. O Ich kubki smakowe i edukację winiarską zadbają prawdziwi sommelierzy - Dagmara i Pierre. Zagadnienie dla mnie zupełnie obce, więc nawet nie będę próbował się wypowiadać w tym zakresie, ale miałem okazję nie raz podpatrzeć, z jaką pasją i swadą prowadzą rozmowy z odwiedzającymi Ich klientami.

Gliwice, Plebańska 10 - warto zapamiętać ten adres, bo takich miejsc nie zostało już wiele. W moich oczach jawi się,  niczym samotna wyspa na oceanie wszechogarniającej komercji. Tu naprawdę zatrzymał się czas. 
Pozdrawiam całą ekipę :-)
 
PS Przeczytałem sobie raz jeszcze mój post - brzmi jak sponsorowana laurka ;-) Jestem znany z tego, że mówię to, co myślę. Na głos. Gdyby coś mi "nie leżało", też bym o tym wspomniał. W końcu to tylko subiektywny wpis ;-)


czwartek, 27 listopada 2014

1%

Kochani :- )
Kilka dni temu Fundacja Dzieciom "Zdążyć z Pomocą" zakończyła księgowanie 1% , który zdecydowaliście się podarować Julci podczas wiosennych rozliczeń z fiskusem. Wiem, wiem... zawsze to tak długo trwa, ale by wykluczyć jakiekolwiek pomyłki czas jest tu najlepszym doradcą.
Julcine ulotki rozesłaliśmy wszędzie - rodzina, przyjaciele, znajomi znajomych jak zwykle  - nie zawiedli :- )
Mrówcza, bezinteresowna praca wielu osób przyniosła niespodziewane efekty, których owocem jest niniejszy wpis :- ) 
Przez wzgląd na ochronę Waszych danych osobowych - (Ust. Dz.U. z 2002r. Nr 101, poz. 926.) -  Fundacja przekazuje nam tylko dane o nazwie Urzędu Skarbowego, z którego wpłynęły środki, oraz wysokość przekazanej przez Was kwoty  i dlatego też, w większości pozostajecie dla nas anonimowi. 
Nielicznym, których udało się nam zidentyfikować podziękowałem już osobiście, reszcie podziękuję na łamach tego blogu ;-)
Palcem po mapie - z południa na północ kraju - popłynie rzeka podziękowań :- )
Żywiec,  Bielsko Biała, Cieszyn, Wodzisław Śląski, Rybnik, Mikołów, Gliwice, Zabrze, Bytom, Ruda Śląska, Chorzów, Katowice, Sosnowiec, Jaworzno, Olkusz, Kraków, Nowy Sącz, Dąbrowa Tarnowska, Racibórz, Kędzierzyn Koźle, Krapkowice, Opole, Kluczbork, Lubliniec, Tarnowskie Góry, Częstochowa, Zawiercie, Oleśnica, Wrocław, Kalisz,  Radom, Kozienice, Łódź, Zgierz,  Pruszków, Warszawa, Mińsk Mazowiecki, Leszno, Wolsztyn, Grodzisk Wielkopolski, Zielona Góra, Świecie, Bydgoszcz, Toruń, Brodnica, Działdowo, Nowe Miasto Lubawskie, Tczew, Lębork, Olsztyn, Szczytno, Stargard Szczeciński, Choszczno, Szczecin, Białogard, Kołobrzeg.
Uff... ;- ) 
W imieniu Julci  - wielkie podziękowania! Dzięki Waszej dobrej woli, o przyszłoroczne turnusy rehabilitacyjne nie musimy się martwić. Tak, jak tegoroczne, w całości zostaną sfinansowane z zebranego 1 %. 
 
Może i na nowe buty wystarczy ;- )
 

piątek, 31 października 2014

Październikowy kalejdoskop

Czas płynie nieubłaganie. Dopiero co był początek miesiąca, a tu nie wiadomo kiedy trzeba zerwać ostatnią kartkę z kalendarza. Październik zaczęliśmy z przytupem. W Julcinym przedszkolu - podczas festynu rodzinnego - wystawiliśmy się z kolejnym przedstawieniem dla dzieci. Jak zwykle było wesoło, kolorowo i nie obyło się bez minimalnych improwizacji podyktowanych lukami w pamięci :-) Ideą naszego sezonowego "kółka teatralnego" jest wzajemna integracja, dobra zabawa i przede wszystkim wywołanie uśmiechów na twarzach dzieciaków, pozostałych rodziców i kadry nauczycielskiej (dla której to też jest z naszej strony forma podziękowania za codzienny trud i pomoc, jaką nam niosą w wychowywaniu naszych dzieci). Założenia na razie - póki co - się sprawdzają ;-) Nie jest także bez znaczenia, że i my rodzice świetnie się bawimy podczas prób i samego występu :-)
Tegoroczne przedstawienie zatytułowane było "Troglodyci" i niosło jasny przekaz: uczmy się, bawmy aktywnie, dobrze odżywiajmy i... słuchajmy się Mamy :-) Scenariusz (podobnie zresztą jak i w zeszłym roku) był wypadkową burzy mózgów rodziców i kadry, której to przedstawicielki pilnowały, by projekt nie wymknął się spod kontroli i nie zaczął żyć własnym życiem... ;- )

Dla przypomnienia zdjęcie z poprzedniego występu. Uważny obserwator dostrzeże, iż ekipa praktycznie się nie zmieniła, co jest o tyle ważne, że w tym roku szkolnym, niektóre dzieci występujących "aktorów" są już absolwentami przedszkola i teoretycznie nic już Ich nie wiąże z placówką. Świadczy to rzecz jasna o samym Ośrodku, o jego poziomie i sentymencie jakim darzymy miejsce, w którym nasze dzieci spędziły część swego życia.
Październik to również biegowy debiut taty w I Półmaratonie Gliwickim. Debiut w gruncie rzeczy udany, bo ukończony bez większych kontuzji (na wynik spuśćmy zasłonę milczenia, będzie co poprawiać w przyszłym roku... ;-) ). Dlaczego o tym wspominam? Wraz z ojcem chrzestnym Julci pobiegliśmy w specjalnie zaprojektowanych koszulkach technicznych, sygnowanych adresem Julcinego bloga.
Każda forma zareklamowania się jest dla nas istotna. Jeżeli na ponad tysiąc osób startujących, na napis zwróciła uwagę co setna (a miałem kilka pytań), mogę uznać to za sukces.
Podczas biegu mieliśmy również możliwość zrobić coś więcej. Biec nie tylko dla Julci, nie tylko dla siebie, ale także w celach charytatywnych. Partner biegu, Fundacja PKO BP mająca pod swoimi skrzydłami piętnastomiesięczną Majeczkę z Żor, postanowiła przekazać na Jej leczenie kwotę dwudziestu tysięcy złotych. Warunek był jeden. Przynajmniej czterdzieści osób pobiegnie ze specjalnym identyfikatorem na plecach. Po biegu okazało się, że pobiegło 625 osób, w tym nasza dwójka :-)

Na deser zostawiam Was z IMAX - ową Juleczką. Zdjęcie wykonała Jej wychowawczyni podczas niedawnej wycieczki do kina (bardzo dziękuję za możliwość udostępnienia). Jak widać - seans był udany ;- )
PS Płyną już do mnie sygnały o 1% przekazanym przez Was na wiosnę. Kwoty księgowane są powoli na specjalnym Julcinym subkoncie w Fundacji Dzieciom "Zdążyć z Pomocą". Sądzę, że w kolejnym wpisie będę mógł się już z Wami podzielić dobrą nowiną i podziękować. Księgowanie, póki co, trwa... :-)

niedziela, 12 października 2014

Tato, gdzie jedziemy? - autorefleksja.

Panu Piotrowi Kowalczykowi - za okazaną pomoc, pamięć o Julci i w ogóle  za wszystko - serdeczne podziękowania!!! Przekazana darowizna zasiliła specjalne Julcine subkonto w Fundacji Dzieciom "Zdążyć z Pomocą" i oczywiście dopiszemy ją w poczet przyszłorocznych turnusów rehabilitacyjnych :- )

Jestem świeżo po lekturze niesamowitej książki Jeana Louisa Fourniera "Tato, gdzie jedziemy?". Jest to bardzo osobisty zapis życia z dwójką niepełnosprawnych dzieci. Zapis o tyle ciekawy, że pisany z perspektywy ojca - co rzadkie - i co równie nietypowe, podszyte specyficznym poczuciem humoru autora. Taka narracja może nie każdemu się podobać, ale mnie przypadła do gustu, być może dlatego, że w lekturze odnalazłem sporo własnych przemyśleń czy działań, ale również i zachowań Julci. Nie wchodząc za bardzo w szczegóły - gość nie miał w swym rodzicielskim życiu lekko. Nikt, kto jest rodzicem dziecka niepełnosprawnego - nie ma. Jeżeli przypadłość nie jest chorobą (która z założenia jest do wyleczenia, a przynajmniej istnieje cień szansy), tylko np. wadą genetyczną (której, nie da się po prostu "wyjąć" z ciała, za pomocą farmakologii), pozostaje tylko jej akceptacja. Jeżeli nie mogę czegoś zmienić w tej kwestii, nie mam na to wpływu, to akceptuję wadę (chociaż jej nie lubię w dziecku, które kocham całym sobą) i staram się pomóc najlepiej jak potrafię. Czy poprzez żmudną rehabilitację (w przeróżnej postaci), czy też poprzez otaczanie siebie i dziecka -  dobrymi, bezinteresownymi ludźmi. Jula poza tym, że jest dzieckiem niepełnosprawnym, jest też po prostu... dzieckiem. Z takimi samymi zainteresowaniami i potrzebami jak Jej zdrowi rówieśnicy. Tak samo jest z nami, rodzicami. Oprócz tego, że jesteśmy rodzicami dzieci niepełnosprawnych, jesteśmy także rodzicami w ogóle, mężami, synami, przyjaciółmi, sąsiadami, etc...
Jasne - 99% czasu absorbuje praca i zabawa z dzieckiem. Codzienna rehabilitacja, planowanie  - czasem pół roku, rok do przodu -  mimo tego, że każdy kolejny dzień weryfikuje te nasze plany. Zostaje 1%, który jest takim swoistym wentylem bezpieczeństwa - miejscem na własne zainteresowania. Ale one muszą być, bo inaczej wpadniemy w jakieś błędne koło.
Ton w jakim została napisana książka "Tato, gdzie jedziemy?", również jest takim właśnie wentylem. Jestem głęboko przekonany, że za tą fasadą lekkiego, czasem prześmiewczego tonu, kryje się postać wrażliwej osoby autora i hektolitry wylanych łez. Dość specyficzne poczucie humoru pozwala mu podnieść rękawicę rzuconą przez los i z podniesioną głową walczyć z codziennością. To Jego sposób, by nie załamać się. Co przyjdzie dzieciom niepełnosprawnym z rozpaczających rodziców? Oczywiście, jest czas na łzy. Musi być. U mnie również był. Wynikał z zaskoczenia, nieznajomości tematu, z wcześniejszego zadufania, z potarganej w jednej chwili wiary w możliwość przenoszenia gór. Szybko minął. Nie było miejsca na rozpacz, na żal. Trzeba było wziąć się za siebie - dla siebie, ale i dla dziecka.
Znów wierzę, że mogę namieszać w krajobrazie ;- ) Motorem napędowym jest Jula.

PS Nie zalałem kawą, nie zalałem zupą, nie zalałem łzami... Dziękuję za ważną książkę w moim życiu - oddam osobiście. Kiedyś. Nic nie jest tylko czarne, ani tylko białe.

sobota, 6 września 2014

Funny Horse - hipoterapia

Od początku wakacji bierzemy udział w zajęciach z hipoterapii organizowanej przez Fundację Funny Horse  prowadzoną przez państwo Żanetę i Łukasza Pluta ze Starej Kuźni k/ Kędzierzyna Koźla. 
Od pierwszych zajęć  towarzyszy nam iście rodzinna atmosfera, pełen profesjonalizm, zaangażowanie i co równie istotne - niegasnący uśmiech :- )

 

W ramach tego samego projektu dzisiejszy dzień spędziliśmy na festynie, którego tematem przewodnim był oczywiście... koń ;-)
 Tworzyliśmy plakaty (tata trochę pomagał... ;-) ), jeździliśmy bryczką, słuchaliśmy wykładu pana leśniczego, a na koniec stworzyliśmy samodzielnie koszulkę z motywem przewodnim ;-)
W wolnych chwilach Jula  rzucała patyk psu, a ten dzielnie wskakiwał po niego do pobliskiego stawu. Kto by pomyślał, że tak prosta zabawa może przynieść tyle radości, a sam moment, w którym Jula wybuchała śmiechem na widok otrzepującego się z wody psa - bezcenny.
 
To było pożegnanie lata w iście królewskim stylu. Dziękujemy!

niedziela, 24 sierpnia 2014

Neuron Małe Gacno - wspomnienie z turnusu

Serdeczne podziękowania na ręce Pana Wojciecha Adamczewskiego, za przekazaną  na Julcine subkonto darowiznę. Zaksięgowana kwota już znalazła swoje przeznaczenie - dołożymy ją do przyszłorocznego, zimowego turnusu w Małym Gacnie. Jeszcze raz bardzo, bardzo dziękujemy w imieniu Julci :-)

Małe Gacno - położone w sercu Borów Tucholskich. Cisza, spokój - wymarzone warunki do rehabilitacji. W tym roku "Neuron" przywitał nas po raz drugi. Po rewelacyjnym turnusie w zimie, przyszła pora na letnią wyprawę i... znów niczym nas nie zaskoczono :-) Tak samo dobra rehabilitacja, opieka, kuchnia... ;-)

Rehabilitacja ruchowa pod czujnym okiem pani Pauliny - dziękujemy!
 
Hipoterapia z paniami: Kasią i Anią.
 
Fawor - oaza cierpliwości (jak i pan Tomek ;-) ) 
 
Terapia wzroku, terapia zajęciowa, praca nad motoryką małą, zajęcia z panią psycholog, odwiedziny alpak - każda położona cegiełka tworzy mocny mur.
PS Nasz nowy zakup. Jula z miejsca pokochała jazdę. Niestraszne były nam ostępy leśne, bezdroża, łąki. Łapiemy formę przed jesienną słotą :-)
 
 
 
A na deser Zosia podczas lekcji Nordic Walking - prowadzonej rzecz jasna przez Tatę ;-)