sobota, 29 marca 2025

Warsztat

Czasami siadam przed klawiaturą i słowa spływają z palców niczym wiosenny deszcz, pozostawiając po sobie kałuże okrągłych zdań, w których odbija się pragnienie rozchlapania każdej litery w szalonym, niczym nieposkromionym tańcu. Poddaję się tej pokusie i zanim zdążę nałożyć kalosze autocenzury, już brodzę w narracji doświadczając iście sensorycznych doznań.
Są też takie dni, gdy zaczynam wierzyć, że w każdym piórze kończy się kiedyś atrament, a ostatni skład towarów mieszanych, w jakim można jeszcze było uzupełnić kałamarze dawno wyburzono pod budowę drogi szybkiego ruchu. Błądzę, kluczę, zbieram strzępy myśli, szukam ulotnych nici, ale te co rusz wymykają mi się z dłoni porywane wiatrem roztargnienia. Brnę mozolnie przez gąszcz kapryśnych słów, które nijak nie chcą ułożyć się w logiczny ciąg i w końcu zatrzymuję się ze zgrzytem z niczym i pośrodku niczego.

Jednakże stojąc w miejscu, też można zabłądzić. Nie zawsze o tym pamiętam. Zdarza mi się kurczowo trzymać pokrytych patyną idei i wracać po własnych śladach. I tutaj najlepszym doradcą jest czas. Zwykle zostawiam tekst taki, jaki jest i pochylam się nad nim kolejnego dnia. Jeżeli się nie zestarzeje przez noc i odnajduję w nim myśl przewodnią, to... zostawiam zdanie, czy dwa, a reszta trafia do kosza. Jeśli nie przetrwał próby czasu, wtedy kasuję całe akapity, nierzadko wszystko. Katharsis. Zaczynam od zera. O ile chcę. Nic nie muszę. Mogę wszystko.
Najlepiej pisze mi się w ciszy, nad ranem, gdy cały dom jeszcze śpi. Myśli swobodnie przepływają niesione nurtem kawy, nieniepokojone przez bodźce zewnętrzne. Docieram wtedy do najdalszych zakątków umysłu i odkrywam nieznane lądy, sukcesywnie nanosząc je na mapy słowo po słowie. Niektóre zdania, czy zwroty trafiają do szuflady. To tak zwane myśli nieuczesane, dla których jeszcze nie stworzyłem grzebienia. Pomysły, zalążki, wersje robocze. Czekają na swój czas, skore zaprezentować się światu, nieświadome faktu, że ów świat nie jest jeszcze gotów, by je ujrzeć. Klucz do tej szuflady trzymam głęboko schowany.
Przeważnie potrzebuję dwóch, trzech dni na doszlifowanie tekstu. Biorę go po raz kolejny pod lupę, wyłapuję zagubione literówki i skróty myślowe, czytam na głos sprawdzając jak brzmi. Cyzeluję zdanie po zdaniu, przepuszczam przez sito korekty i gdy jestem przekonany, że mam przed sobą produkt najwyższej próby daję go Wam. Tutaj nie ma miejsca na półśrodki. Z szacunku dla Was i samego siebie.
Jest też oczywiście Muza. A jakże. Bez Niej nie powstałoby ani jedno zdanie, nie byłoby przestrzeni na przelewanie myśli na papier, czy podążanie za kursorem na monitorze. Ona jest najważniejsza.
A jeśli chcecie szczęśliwego zakończenia, to nigdy nie traćcie czujności, bo potwory zawsze gdzieś się czają pod łóżkiem. Człowiek nigdy nie pozbędzie się tego, o czym milczy. 




Inspiracje: Sted, Karel Čapek.

czwartek, 27 lutego 2025

Sezon na mikroby

Powiedz głośno o swoich zamiarach, a życie zaraz utrze Ci nosa. I to dosłownie...

Turnusy rehabilitacyjne planujemy z rocznym wyprzedzeniem, a nierzadko rezerwa jest jeszcze większa. Pozwala to poukładać na spokojnie wszystkie sprawy oraz obudować wokół sztywnych terminów życie zawodowe i rodzinne. W tym miejscu kalendarz jest beznamiętny i brak tu przestrzeni na improwizacje i impulsywne działania. Papier wszystko przyjmie (nawet jeśli terminarz od dawna już tylko elektroniczny), ale wszyscy wiemy, że los często weryfikuje nasze plany i rwie na strzępy misternie tkaną pajęczynę zamierzeń. Doświadczyliśmy tego w minione ferie zimowe. Z zaplanowanych dwóch tygodni turnusu rehabilitacyjnego wyszedł tydzień z okładem, a umówione wizyty u rodziny i znajomych zostały przesunięte na czas nieokreślony. Zawinił sezon grypowy i wrodzona obniżona odporność panny Julii. Hojnie podzieliła się z resztą rodziny czym tam miała i ostatecznie wszyscy wylądowaliśmy w łóżkach. Po turnusie zostało wspomnienie, kilka zdjęć i lekki niedosyt.

Serdeczne podziękowania dla całej kadry Ośrodka Rehabilitacji i Hipoterapii "Neuron" w Małym Gacnie za opiekę i profesjonalizm na tradycyjnie najwyższym poziomie i nieszablonowe podejście do kuracjuszy. Do zobaczenia (cicho sza...) latem ;-)

Krystyna, Ewa, Agnieszka, Joanna, Anna, Monika, Katarzyna, Kamila, Teresa, Bogna, Dorota, Tomasz, Artur, Dominik, Krzysztof, Aleksander oraz Andrzej - Wam z kolei dziękujemy za styczniowe darowizny na Julcine subkonto w Fundacji Dzieciom "Zdążyć z Pomocą" ❤️. Właśnie dzięki takim donacjom i przekazywanym przez darczyńców 1,5 % podatku usprawnianie ciała i umysłu Julki idzie pełną parą, bez zachodzenia w głowę, z czego to wszystko sfinansować. Tutaj każda złotówka przekłada się na Jej lepsze jutro, za co jesteśmy Wam ogromnie wdzięczni. Polecamy się również i w tym roku.
Dbajcie o swoje drogi oddechowe, bo chociaż czuć już powoli wiosnę w powietrzu i bociany ruszyły na północ, to zima nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Wracamy w marcu z nowymi tematami ;-)

PS
Najlepsza poduszka
To ta z taty brzuszka

sobota, 25 stycznia 2025

Majoritas

Ziemia znowu obiegła Słońce i miała podobny czas, jak podczas zeszłorocznej edycji. Żadnego wyraźnego progresu. Pewnie dużo ma na globie i brak jej czasu na regularne treningi ;-)

Przełom roku spędziliśmy na poszukiwaniu zimy, promieni słonecznych i odrobiny spokoju po gonitwie, jaką zgotował nam ostatni kwartał. Wszystko to znaleźliśmy w pakiecie rodzinnym dwa rzuty kamieniem od domu i z czystą kartą wkroczyliśmy w bieżący rok, zostawiając za plecami sfatygowane dwanaście miesięcy. Z tyłu zostało coś jeszcze. Coś symbolicznego.

Odchodząc zabierz mnie
Alegoria ostatniego kwartału 2024 r.
Teraz może być już tylko lepiej

Dla nas nowy rok oznaczał zmiany i to bynajmniej niekosmetyczne. Na styczeń przypadały osiemnaste urodziny Julki i pewne było, że wśród prezentów znajdzie koszyk praw i obowiązków określających ramy, w jakich należy się poruszać stając u progu dorosłości. Mogliśmy więc wcześniej zebrać i przygotować stosowny plik dokumentów, które po podpisaniu przez pełnoletnią już pannę Julię złożyliśmy wspólnie w odpowiednich instytucjach. Rubikon za nami. Teraz czekamy na decyzje urzędowe i urzędnicze ;-) W tak zwanym międzyczasie świętowaliśmy uroczyście w gronie rodzinnym i odśpiewaliśmy niejedno "sto lat!" w kręgu przyjaciół. Po trzech dniach bycia na piedestale Julka wyznała, że "ma dość tej dorosłości i tęskni za dzieciństwem". Szybko poszło ;-) 

Kwiaty od Taty w ilości adekwatnej do wieku 
Prawie wszyscy
Mój pierwszy bal,
te walczyki leciutkie jak świerszcze,
pierwszy bal,
czyjeś oczy wesołe, na szczęście
Przetańczyć z Tobą chcę całą noc
God Save the Queen.
136 centymetrów szczęścia. Plus korona ;-)

Z głębi serca dziękujemy Wam za wspólne świętowanie i obecność w tak ważnym dniu, ale przede wszystkim za to, że jesteście z nami również każdego innego dnia, nieprzerwanie od osiemnastu lat. 

Julio - Tobie dziękujemy, że wnosisz tyle słońca do naszego życia i że od lat osiemnastu uczysz nas pokory wobec Bożego planu. Akceptujemy go bezwarunkowo i jesteśmy dumni, że nas wybrałaś.

Nie gaś w sobie tej beztroskiej radości, jaką niosło dzieciństwo. To dziecko zawsze w Tobie gdzieś tam będzie, bez względu na peselWystarczy, że spojrzysz w lustro i uśmiechniesz się do niego. Na bank odpowie uśmiechem ;-)